Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja włosów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja włosów. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 22 października 2015

Review - Sylveo, lniana maska do włosów

Cześć i czołem! Jesienna słota zawitała do nas na dobre, ale mam nadzieję, że nie tracicie dobrych humorów i ochoczo przeczytacie recenzję świetnego kosmetyku, który od tej pory będzie stałym bywalcem mojej kosmetyczki. 


Sylveco, lniana maska do włosów

Co mówi producent?

Hypoalergiczna maska do włosów z ekstraktem z nasion lnu zwyczajnego i olejem kokosowym przeznaczona jest do pielęgnacji włosów suchych i łamliwych. Jest bogata w składniki nawilżające i odżywcze, pozwala poprawić wygląd i kondycję włosów. Olej kokosowy, dzięki swoim wyjątkowym właściwościom, wykazuje zdolność przenikania do struktury włosa, zwiększa nawilżenie końcówek, zapobiega także ich rozdwajaniu się. Związki śluzowe, zawarte w nasionach lnu, powlekają i chronią włosy, znakomicie je wygładzając. Nałożenie maski po umyciu ułatwia rozczesywanie włosów, zapewnia efekt miękkich, lekkich i lśniących kosmyków. Stosowanie maski jako kompresu, przed myciem, zdecydowanie poprawia nawilżenie i zwiększa elastyczność włosów.
Produkt hypoalergiczny, przebadany dermatologicznie. 

Skład:


Aqua (woda), Linum usitatissimum Seed Extract (ekstrakt z nasion lnu), Cetyl Alcohol (emolient), Cocos Nucifera Oil (olej kokosowy), Sucrose (cukier), Glycerin (gliceryna), Vitis Vinifera Seed Oil (olej z pestek winogron), Stearic Acid (stablizator, działa nawilżająco), Panthenol (pantenol), Decyl Glucoside (łagodny detergent), Lactic Acid (kwas mlekowy, dzała nawilżająco), Glyceryl Oleate (emolient), Cyamopsis Tetragonoloba Gum (guma guar, zagęstnik), Tocopheryl Acetate (witamina E), Cocamidopropyl Betaine (łagodny detergent), Sodium Benzoate (konserwant)

Jak widać, skład mocno nawilżający, z aktywnymi składnikami na wysokich pozycjach. 

Konsystencja, kolor, zapach:


Maska jest dosyć rzadka, o zapachu, któremu daleko do pięknego... Coś za coś w pewnym sensie - zauważcie, że w składzie nie ma sztucznego zapachu, więc to sama natura. ;) Kolor perłowy. Pomimo swej konsystencji mogę śmiało nazwać ją wydajną.

Opakowanie:


Kosmetyk dostajemy w zakręcanym pojemniczku o pojemności 150 ml. Zapakowany jest w śliczne pudełeczko, na którym znajdziemy także opis niezwykłej rośliny, jaką jest len. Już kiedyś to podkreślałam, ale osoba odpowiedzialna za grafikę w Sylveco ma świetne wyczucie smaku. 

Działanie:

Maska stała się dla mnie alternatywą dla olejowania i od pierwszego użycia zakochałam się w jej działaniu. Włosy rzeczywiście są świetnie nawilżone, zdyscyplinowane i lejące się. Tworzą idealną taflę. Maska bardzo pomogła mi w nawilżeniu włosów po wakacjach - już po pierwszym użyciu zyskały dawny blask i miękkość. Moje włosy kochają siemię lniane, więc z tym produktem również się bardzo polubiły. Poniżej zdjęcie moich włosów po użyciu maski jako kompresu (jeszcze przed podcięciem).


Jak widać nawet końce, które już wtedy potrzebowały podcięcia, wyglądają na nawilżone. 

Dostępność:

Maskę, jak i inne produkty marki Sylveco można zakupić w większości (o ile nie wszystkich) sklepów z kosmetykami naturalnymi. Ja swój egzemplarz zakupiłam w siedleckim sklepie Natu, ale w Warszawie z pewnością dostaniecie ją w BioOrganice. Cena waha się od około 25 do 28 zł. 

Podsumowując:

To kosmetyk, na który można liczyć w chwilach mocnego przesuszenia włosów, jak i na co dzień. Nawet te z Was, które mają nie najlepsze wspomnienia z siemieniem lnianym czy olejem kokosowym powinny skusić się i wypróbować tę maskę. Idealnie nadaje się na prezent!


Miałyście przyjemność używać tej maski? Jak u Was się sprawdziła? A może dopiero poczułyście się zachęcone do jej zakupu? Czekam na komentarze. Pozdrawiam! 

poniedziałek, 19 października 2015

Niedziela dla włosów

Witajcie! Moja "niedziela dla włosów" właściwie odbyła się dzisiaj i dla Was będzie niespodzianką. 

Czego użyłam? 

  • Na noc nałożyłam na włosy olejek Sesa.
  • Rano umyłam włosy przy użyciu balsamu do włosów suchych i zniszczonych Green Pharmacy i odbudowującego szamponu pszeniczno-owsianego Sylveco.
  • Następnie na 15 minut nałożyłam kremową maskę do włosów Argan Hair Dr.Sante. Miałam ją już kilka razy na włosach i jest w niej potencjał! 
  • Na koniec aktywne serum na porost włosów Apteka Agafii oraz eliksir odżywczy Elseve.
A moje włosy prezentowały się tak:


Czyli krótko! :) Bardzo się cieszę, że je bardzo skróciłam i świetnie się czuję w takiej długości. Oczywiście, jak to u mnie, zaraz włosy będą mi sięgać pasa, ale chwilowo cieszę się takimi. Maska sprawiła, że są lśniące i miękkie, czyli takie jak lubię najbardziej. Sezonowe wypadanie włosów daje mi się lekko we znaki i jest to aktualnie mój jedyny włosowy problem. 

Jak Wasze włosowe spa? Dajcie znać w komentarzach. Pozdrawiam!

niedziela, 27 września 2015

Niedziela dla włosów

Witajcie! Po dłuższej przerwie wracam do serii "Niedziela dla włosów". Moje wakacje zbliżają się ku końcowi, a to oznacza powrót na uczelnię (za którą naprawdę się stęskniłam) oraz stały plan dnia, w którym bez problemu znajdzie się czas dla mnie i pielęgnację. 

Po wakacjach stawiam na intensywne odżywienie i wzmocnienie. Pomimo tego, że mało przebywałam na słońcu przez lipiec i sierpień, moje włosy były suche i szorstkie. Wpływ na pewno miały warunki w mojej pracy - ciągle włączona klimatyzacja, suche powietrze, tumany kurzu, intensywne światło jarzeniówek. 
We wrześniu swoje piętno odcisnęły podróże. Mycie głowy było przykrą koniecznością - włosy mokre, a tyle miejsc czeka na mnie! Jako, że podróżowałam samolotem, miałam też ograniczoną pojemność kosmetyczki i starałam się ograniczyć pielęgnację do niezbędnego minimum (post - Co zabrałam do Oslo?)

Dosyć tego narzekania, bo moje włosy wyglądają naprawdę nieźle! Tak naprawdę do ''postawienia ich na nogi'' potrzebowałam tygodnia. 

Czego użyłam przy okazji "Niedzieli dla włosów"?

  • Na noc nałożyłam na włosy olejek Sesa - szczerze mówiąc, spodziewałam się po nim więcej. Prawie dobiłam dna, a do tej pory najbardziej dał mi się we znaki zapach, który zostaje na wszystkim i wszędzie. 
  • Do mycia użyłam: wzmacniającej odżywki do włosów Joanna, cedrowego mydła Bania Agafii oraz balsamu-maski do włosów z przeciwutleniaczami Fratti. Z tego balsamu jestem bardzo zadowolona, muszę zakupić kolejne opakowanie. Zapewne doczeka się recenzji. :)
  • Na koniec użyłam aktywnego serum ziołowego na porost włosów Apteczka Babci Agafii i eliksiru odżywczego Elseve.
Efekt? 


Taki, że włosy nie chciały pozować do zdjęcia. :D Są idealnie nawilżone i bardzo miękkie. Jak widać, przyda im się lekkie podcięcie, bo końce zaczynają wywijać się na wszystkie strony świata. Objętość również niczego sobie. Bardzo obawiam się jesiennego wypadania włosów, ale nie zauważyłam, by wypadała ich alarmująca ilość. Stawiam na profilaktykę i odżywienie. Wydaje mi się, że włosy są zadowolone. :) 

Jak mają się Wasze włosy? Czy Wasz wrzesień był równie przyjemny, co mój? Jego ostatnie dni spędzam w doborowym towarzystwie: 


Pozdrawiam i czekam na komentarze! :)
 

środa, 12 sierpnia 2015

Niedziela dla włosów

Hej! Czy Was również tak wycieńczają te upały..? Codziennie mam wrażenie, że się topię. Niemniej jednak, udało mi się poświęcić moim włosom chwilę czasu. 

  • Na noc nałożyłam oliwkę Babydream. To dobry i tani kosmetyk o wszechstronnym zastosowaniu.
  • Rano umyłam włosy przy użyciu: odżywki z miodem i cytryną do włosów farbowanych, suchych i zniszczonych Joanna, mydła cedrowego Bania Agafii oraz regenerującego balsamu do włosów Natura Siberica Loves Estonia.
  • Na koniec odświeżony duet: aktywne serum ziołowe na porost włosów Apteczka Babci Agafii oraz eliksir odżywczy Elseve.


Używam tego balsamu, gdy jestem w domu - osobiście wybrałam go mamie, która chciała czegoś lekkiego (ma króciutkie włosy) i odżywczego. Ta odżywka okazała się strzałem w dziesiątkę! Obie z mamą jesteśmy z niej zadowolone, a fajny efekt, jaki daje, widać na moich kudłach. :) Moim obecnym problemem jest delikatne przesuszenie włosów na długości, ale tragedii nie ma. 

Tego dnia wraz z chłopakiem wybraliśmy się na przejażdżkę motocyklem. Postanowiłam związać włosy w warkocz, a zdjęcie wstawiam w ramach żartu - mam dwie lewe ręce do robienia sobie fryzur. :D


Na szczęście udało mi się zrobić na tyle ścisłego warkocza, że włosy nie poplątały się pod kaskiem i nie musiałam wyczesywać kołtunów. 

Jak się macie Wy i Wasze włosy? Czekam na Wasze komentarze. Pozdrawiam! :)

wtorek, 4 sierpnia 2015

Niedziela dla włosów

Dzisiaj kolejna odsłona "Niedzieli dla włosów", ale do szczególnie udanych jej nie zaliczę. Dlaczego? Zapraszam!

  • Na noc, tradycyjnie, nałożyłam olejek sezamowy Wellness&Beauty.
  • Rano umyłam włosy przy użyciu odżywki Avon Advance Techniques Ultimate Volume 24H oraz mydła cedrowego Bania Agafii
  • Następnie na około 20 minut nałożyłam maskę Pokrzepol.
  • Na koniec duet - tonik wzmacniający  i eliksir odżywczy Elseve.
Zdjęcie jest mocno niefortunne, bo robiłam je sama, w biegu. 


Na zdjęciu tego tak nie widać, ale ja czułam, że moje włosy z tą maską na dłuższą metę się nie polubią. Niestety puszy je i sprawia, że są lekkie jak piórko, a nie dociążone. W tak trudnym okresie potrzebuję masek mocno odżywczych i dociążających, a ta do nich się nie zalicza. Szkoda, bo miałam nadzieję na dłuższą znajomość. 
Sierpień planuję uczynić miesiącem intensywnej pielęgnacji - królem najbliższego tygodnia zostanie glut z siemienia lnianego. Wracam też do kozieradki, choćby nie wiem co. Generalnie jestem dumna ze swoich włosów - pomimo mojego ciągłego przemęczenia, niedojadania i małej ilości wypijanych płynów w ciągu dnia trzymają się naprawdę dzielnie. Zasługują jednak na to, bym poświęciła im teraz więcej czasu, co zamierzam uczynić. :) 

Niedziela jednak była bardzo udana kulinarnie. Na śniadanie wyczarowałam leniwe na mące jaglanej, które podałam ze świeżymi borówkami i cynamonem. Palce lizać!


Wiem, że mało mnie tu ostatnio i mam z tego powodu ogromne wyrzuty sumienia. Praca skutecznie zajmuje cały mój czas, a teraz jestem jeszcze pochłonięta planowaniem wrześniowego wyjazdu do Oslo. Obiecuję, że niebawem pojawią się tu cztery naprawdę duże posty. Jeden z nich zasugerowano mi w komentarzu. ;) 
Pozdrawiam Was serdecznie i mam nadzieję, że lepiej ode mnie znosicie tę tropikalną temperaturę...

poniedziałek, 27 lipca 2015

Niedziela dla włosów

Cześć! Dzisiaj relacja z mojej "Niedzieli dla włosów", która (niestety) znowu była dosyć skromna. Efekty jednak były... same zobaczycie. ;)

  • Na całą noc nałożyłam na włosy olejek sezamowy Wellness&Beauty. Zużyłam go już ponad połowę i dalej jestem zaskoczona jak moje włosy polubiły olej sezamowy. 
  • Rano umyłam włosy przy użyciu żeńszeniowego scrubu Bania Agafii (zabrakło na zdjęciu, ale tu recenzja - click!), jedwabistej odżywki Yves Rocher oraz mydła cedrowego Bania Agafii.
  • Na około 30 minut nałożyłam na całe włosy maskę Cesarzowe Jagody ''Głęboka regeneracja i odżywianie'' Gzel for Natura Siberica. Jeszcze nie miałam maski, która byłaby tak niesamowicie wydajna jak ta!
  • Na koniec stały duet: tonik wzmacniający i eliksir odżwyczy Elseve.
A oto i efekt: 


Włosy układały się w idealną taflę. Do tego były mięciutkie, przyjemnie puszyste i dociążone. Dzięki peelingowi ładnie odbiły się od nasady. Cieszę się, że pomimo mało dogodnych warunków, w jakich większość czasu przebywam, moje włosy dalej są zdrowe i ładnie wyglądają. Jak już wspominałam, maskę nakładam teraz praktycznie po każdym myciu i najczęściej jest to właśnie ta od Natury Siberici. Myślę, że to w dużej mierze dzięki niej moje włosy nie cierpią tak bardzo. 

Jak Wam się podoba efekt końcowy? Ja osobiście jestem zachwycona i nie mogłam przestać ich dotykać. Czekam na Wasze komentarze i relacje z Waszych "Niedziel dla włosów". Pozdrawiam!

wtorek, 14 lipca 2015

Niedziela dla włosów

Cześć! Wiem, że dawno mnie tu nie było... Niestety, mam dosyć wymagającą pracę i codziennie kończę ją naprawdę późno, więc ciężko mi było znaleźć chwilę czasu. Dzisiaj post z ostatniej "Niedzieli dla włosów".

  • Na całą noc nałożyłam na włosy olejek sezamowy Wellness&Beauty. Szczerze mówiąc, to jeden z najlepszych olejków, jaki gościł na moich włosach!
  • Rano umyłam głowę przy użyciu odżywki Supreme Oils Avon oraz szamponu oczyszczającego Yves Rocher.
  • Na około 30 minut nałożyłam maskę Pokrzepol. Nie mam jeszcze o niej zdania, użyłam jej drugi raz, ale myślę, że się polubimy. 
  • Na koniec tradycyjnie - tonik wzmacniający i eliksir odżywczy Elseve.
Włosy prezentowały się następująco:


Moje włosy (tak jak i cała ja) przebywają codziennie w dosyć trudnych warunkach - klimatyzacja, suche powietrze, ostre światło. Do tego dochodzi nieregularne nawadnianie organizmu i mniejsze spożycie kalorii. Na szczęście kudły nieźle to znoszą, co widać na zdjęciu. Świetnie się układają i są mięciutkie. Staram się używać masek przy każdym myciu, chociaż na chwilę, bo codziennie wieczorem czuję, że włosy są odwodnione. Na szczęście nie wypadają nadmiernie i wyglądają, tak myślę, naprawdę ładnie. 

Na dniach pojawi się na blogu nowa recenzja i wpis o zakupach z ostatnich tygodni. Czy Wam również wszystkie kosmetyki kończą się w tym samym czasie?! Czekam na Wasze komentarze i pozdrawiam Was serdecznie.

wtorek, 30 czerwca 2015

Niedziela dla włosów

Witajcie! Dzisiaj post z mojej "Niedzieli dla włosów", w której pojawiły się dwie nowości. 


  • Na całą noc nałożyłam na długości olejek sezamowy Wellness&Beauty.
  • Następnie umyłam włosy używając odżywki Supreme Oils Avon oraz nowego szamponu w kremie Yves Rocher, który jest to zdobycia w moim rozdaniu :)
  • Na około 30 minut nałożyłam nową maskę Pokrzepol - dostałam ją w małej osiedlowej aptece
  • Na koniec tradycyjny duet - tonik wzmacniający  i eliksir odżywczy Elseve.
Zdjęcie zrobiłam następnego dnia rano, po nocy i koczku:

 

















Włosy były mięciusieńkie, w dotyku niczym jedwab. Są w idealnym stanie, końcówki dalej zadowolone. Uważam, że to udana niedziela dla moich włosów. :)

Przypominam Wam o rozdaniu - dzisiaj ostatni dzień, kiedy czekam na Wasze zgłoszenia. Wystarczy kliknąć w poniższe zdjęcie.


http://lustlure.blogspot.com/2015/06/pierwsze-rozdanie-u-love-nature-beauty.html

Pozdrawiam i do następnego! :)

czwartek, 25 czerwca 2015

Review - Bania Agafii żeńszeniowy scrub do twarzy + Niedziela dla włosów

Witajcie po dłuższej nieobecności, niestety nie miałam przez kilka dni dostępu do komputera. Dzisiaj podwójny post - recenzja i szybka "Niedziela dla włosów". Zanim zacznę, przypominam o moim pierwszym rozdaniu (wystarczy kliknąć w obrazek):

http://lustlure.blogspot.com/2015/06/pierwsze-rozdanie-u-love-nature-beauty.html

***


Co mówi producent?

Żeńszeniowy scrub do twarzy stworzony specjalnie dla pielęgnacji tłustej i problematycznej skóry. Głęboko oczyszcza, złuszcza i regeneruje skórę. Daruje długotrwałe odczucie świeżości, tonizuje i zmiękcza skórę.
Składniki aktywne:
Puder żeńszeniowy – naturalny scrub, głęboko oczyszcza skórę twarzy
Liść borówki brusznicy- posiada działanie tonizujące i przeciwzapalne
Olej dzikiej róży – bogaty w witaminy A, E i C, regeneruje, przywraca skórze zdrowy wygląd
Organiczny pszczeli wosk  - tworzy dodatkową ochronę przed wpływem środowiska zewnętrznego.
Produkt zawiera 100% naturalnych składników. 

Skład:

Salt (sól), Glycerin (gliceryna), Butyrospermum Parkii (masło shea), Cocamidopropyl Betain (łagodny środek myjący), Panax Ginseng Powder (puder żeń szeń), Macadamia Ternifolia Seed Oil (olej macadami), Vaccinium Vitis-ldaea Leaf Extract (liść borówki brusznicy), Rosa Canina Fruit Oil (olej dzikiej róży), Organic Cera Alba (organiczny pszczeli wosk), Tocopherol (witamina E), Parfum (zapach).

Fajny skład, krótki i treściwy. Szkoda tylko, że producent zdecydował się na dodanie zapachu niewiadomego pochodzenia - jest to moje jedyne zastrzeżenie. 

Konsystencja, kolor, zapach:



Scrub ma konsystencję gęstej pasty o jasnym, kremowym kolorze i bardzo delikatnym zapachu. 

Opakowanie:


Stylowe, okrągłe opakowanie o pojemności 100 ml. Zakręcane, co dla niektórych jest wadą, ale ja bardzo lubię takie opakowania 

Działanie:

Mocny z niego gagatek! To taki typowy "ostry zdzierak". Zdecydowanie odradzam go osobom z wrażliwą skórą - dla mnie jest za mocny, by stosować go co tydzień. Niemniej jednak, osoby z naprawdę tłustą skórą - a takiej tej peeling jest dedykowany - powinny być z niego naprawdę zadowolone. Buzia po jego użyciu jest idealnie gładka i wyraźnie oczyszczona. Świetnie przygotowuje na dalsze zabiegi, takie jak użycie maski. 
Nie byłabym sobą, gdybym nie wypróbowała go na innej części ciała niż twarz. W ostatnią niedzielę zdecydowałam się użyć go jako peelingu do skóry głowy. Tutaj nie mam do niego żadnych zastrzeżeń - spisał się świetnie, włosy były wyraźnie odbite u nasady i oczyszczone. 

Dostępność:

Ja swój scrub zakupiłam w warszawskiej BioOrganice w cenie 17,50 zł. Kosmetyki z serii "Bania Agafii" dostępne są w większości sklepów z kosmetykami naturalnymi. 

Podsumowując:

To dobry peeling dla osób, które lubią i potrzebują mocnego złuszczenia skóry twarzy. Inaczej może być za mocny i może spowodować podrażnienie. Jednak wszystkim polecam go jako gotowy peeling do skóry głowy - w tej roli spisuje się świetnie. 


***

Moja "Niedziela dla włosów" występowała następująco:
  • Na całą noc nałożyłam na włosy olejek sezamowy Wellness&Beauty
  • Rano umyłam włosy przy użyciu: żeńszeniowego scrubu Bania Agafii, maski dla wrażliwej skóry głowy NaturVital oraz mydła cedrowego Bania Agafii 
  • Na około 20 minut nałożyłam maskę Cesarzowe Jagody ''Głęboka regeneracja i odżywianie'' Gzel for Natura Siberica
  • Po zmyciu użyłam toniku wzmacniającego i eliksiru odżywczego Elseve
Włosy prezentowały się tak:

 tak, na dole są moje nogi :D

Włosy były mięciutkie i dociążone. Od czasu wizyty u fryzjera są zawsze wygładzone i nie mam problemu z idealną taflą. Na razie nie mam ostatecznej opinii o tej masce, ale wydaje mi się, że może stać się moją ulubienicą. 

Używałyście peelingu z recenzji? A może znacie inne godne polecenia? Dajcie znać w komentarzach i serdecznie zapraszam Was na rozdanie!

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Wizyta u Ekofryzjera Haircology

Witajcie! Dzisiaj post inny, niż wszystkie - recenzja wizyty u fryzjera. I to nie byle jakiego! 
Generalnie z fryzjerami żyłam zawsze na bakier. W moim rodzinnym mieście nie mogłam znaleźć nikogo, kto by zrozumiał moje potrzeby i zdanie: "Przyszłam podciąć TYLKO końcówki." Często wychodziłam niezadowolona, więc wizyt w salonie unikałam jak ognia. Gdy zaczęłam świadomie pielęgnować swoje włosy, kupiłam nożyczki fryzjerskie i zaczęłam włosy podcinać sobie sama. Tym razem zdecydowałam się przełamać swoją niechęć do fryzjerskiego fotela.

Salon Haircology mieści się przy ulicy Rozbrat 44A - z okien mamy widok na piękny park, nie widać i nie słychać dźwięków ulicy. Brakuje mi na drzwiach informacji o godzinach otwarcia salonu.


Wnętrze jest bardzo przyjemne. Ładnie pachnie, jest jasno i czysto, dominuje motyw drewna i szkła. To moje klimaty, więc od razu się odnalazłam w tym miejscu. Podobała mi się także muzyka - dzisiaj mojej wizycie towarzyszył Artur Rojek i jego najnowsza płyta. 

(aktualnie fotele mają czarne obicia)

Filozofia salonu opiera się na korzystaniu z kosmetyków o naturalnych składach, pozbawionych takich substancji jak: parabeny, parafina, emulgatory PEG, silikony, SLS i SLES i syntetyczne związki zapachowe. To mnie skusiło, by tu przyjść - zawsze po wizycie u fryzjera moje włosy były nienaturalne, oblepione silikonami i bardzo swędziała mnie skóra głowy. Teraz już wiem, dlaczego i cieszę się, że znalazłam miejsce, gdzie podchodzą do włosów "na poważnie". Przynajmniej w teorii.
Zdecydowałam się na zabieg EKORegeneracji wraz ze strzyżeniem. Koszt to 140 zł. Uważam, że ta opcja opłaca się najbardziej - zwykłe strzyżenie wyniesie nas 120 zł, więc warto dołożyć te 20 zł i dać włosom coś więcej.

Jak wyglądała sama wizyta?

Byłam umówiona na godzinę 12:00. Przyszłam sporo przed czasem i nie wiedziałam, czy mogę już wejść. W środku niby było zapalone światło, ale nikogo nie było widać. Jak już wcześniej wspomniałam, na drzwiach wejściowych nie ma informacji o godzinach otwarcia. Pomyślałam, że poczekam chwilę w parku i wejdę punktualnie. 

Jak się okazało, salon był już otwarty. Po chwili wyszedł do mnie fryzjer. Właśnie - fryzjer. Owszem, miły, sympatyczny, ale nie wiem jak ma na imię! W czasie wizyty odczuwałam z tego powodu pewien dyskomfort - nie wiedziałam, jak mam się do niego zwracać. A że nieśmiała ze mnie istota, to wstydziłam zadać pytanie o jego godność. No cóż... 

Zostałam zaproszona na fotel. Ogromny plus za to, że pan fryzjer najpierw dotknął moich włosów, zapoznał się z ich strukturą, grubością i zapytał o moje oczekiwania. Nie były duże - przyszłam tylko podciąć rozdwojone końce. 

Następnie przeszliśmy do mycia. Nie umiem powiedzieć, jakie kosmetyki zostały użyte - prawdopodobnie marki Davines lub NATURALTECH - o takich wspominają na swojej stronie. Pierwszy raz mycie u fryzjera było dla mnie przyjemnym doświadczeniem - fryzjer nie drapał mnie po głowie, tylko masował; nie ciągał i nie wyrywał włosów; dodatkowo fotel był niesamowicie wygodny, a przy moim wzroście to ważne - nie zaliczam się do maluchów. 

Po myciu fryzjer wmasował w moje włosy i skórę głowy maskę. Nie mam pojęcia jaką. Nie chcę, żeby wyszło, że się czepiam, ale na stronie opis zabiegu jest taki:


Cóż, przy mnie maski nikt nie robił. Owszem, na początku fryzjer zapytał, czy nie borykam się z jakimiś problemami, ale nie usłyszałam, jaką maskę mi proponuje. Jestem praktycznie pewna, że nałożono mi gotową maskę - nie boli mnie to specjalnie, ale nawet nie wiem, jaka to. Fakt, że nie wykonano na moich oczach mieszanki jest zaprzeczeniem filozofii salonu - gdybym była inna, zaczęłabym się czepiać, ale wolałam poczekać na efekt końcowy.

Następnie na około 20 minut umieszczono moją głowę w magicznym przyrządzie, który miał pomóc składnikom "wejść" w głąb włosa. Urządzenie wytwarzało to ciepłą parę wodną. Niestety nie wiem, jak się nazywa, ale wyglądało tak:


I w tym momencie uderzyła mnie dziwna atmosfera panująca w salonie. Nie oczekiwałam, żeby przez ten czas ktoś mnie zabawiał. Ale w tym czasie na sali były tylko dwie osoby - ja i mój chłopak. Wszyscy byli naprawdę mili, zaoferowano mi coś do picia, pod nos podsunięto stos gazet, ale... Nie dość, że siedziałam zestresowana, bo oddawałam swoje włosy (w pewnym sensie swój skarb, ale o tym innym razem) w ręce obcego człowieka, to zostałam zupełnie sama. Wszyscy pracownicy siedzieli w swoim pomieszczeniu. Podkreślę, że nie oczekiwałam, że ktoś mnie będzie zabawiał, ale atmosfera na pewno nie była domowa i przyjacielska. Czuło się wyraźny dystans między pracownikami i klientem, bo gościem na pewno bym się nie nazwała.

Następnie fryzjer spłukał maskę i na koniec wykonał masaż głowy. To było świetne doświadczenie, bardzo odprężające - nigdy nikt nie dotykał mojej głowy w ten sposób :D (jakkolwiek dziwnie to brzmi).

Samo strzyżenie było formalnością. Na początku zapytałam, czy nie lepiej byłoby podciąć moje włosy, nadając im na dole kształt litery U czy łódki. Fryzjer powiedział, że to da bardziej naturalny efekt i przystąpił do działania. Trwało to dosłownie chwilę. 

Ostatni etap - suszenie. Moje włosy nienawidzą suszarki. Po prostu jej nie znoszą. Zwłaszcza tej z ciepłym nawiewem. I niestety z taką przyszło im się tu spotkać... Powiem szczerze, że zaskoczyło mnie to, ale rozumiem, że taka szybciej suszy włosy. Włosy też nie zostały z żaden sposób zabezpieczone przed tak wysoką temperaturą. W czasie suszenia fryzjer używał także dużej, okrągłej szczotki. Na koniec spodziewałam się jakiegoś olejku, by zabezpieczyć włosy i dopieścić je po tak intensywnym suszeniu. Niestety, nic takiego się nie stało.

Zdjęcie poniżej przedstawia efekt końcowy:


W dotyku są miękkie i bardzo gładkie, pachną ziołowo. Końce wyglądają tu nieatrakcyjne - są spuszone po suszeniu (niestety, dlatego nigdy nie używam suszarki). Po bliższej obserwacji widzę, że fryzjer pozbył się zniszczonych końców. Ale kształt kompletnie nie przypominał "U". Wtedy przypisałam jego brak suszarce.

Jakieś pół godziny po wyjściu z salonu chłopak zrobił mi zdjęcie na dworze:


Tutaj włosy wyglądają już lepiej. Nie są tak spuszone i rzeczywiście bardziej przypominają "U". Mam nadzieję, że po pierwszym myciu w domu będzie on jeszcze bardziej widoczny. 

Czy jestem zadowolona? Czy wybiorę się jeszcze raz?

Jak już wspomniałam, za całość zapłaciłam 140 zł. Długo się zastanawiałam, czy zdecydować się na tę wizytę, bo dla studenta to naprawdę duża suma. To najdroższa wizyta fryzjerska w moim życiu. 
Ogólnie efekt mi się podoba - czuć, że włosy są odżywione. Ostatecznej opinii na temat cięcia jeszcze nie wystawię - suszarka skutecznie maskuje końcowy efekt. Ale wydaje mi się, że fryzjer wykonał to, o co go poprosiłam. Bardzo się cieszę z tego, że nie swędzi mnie skóra głowy. Oznacza to, że rzeczywiście użyto delikatniejszego szamponu. Za to ogromny plus, bo mam bardzo wrażliwy skalp.

Niestety, nie do końca dobrze czuję się z faktem, że:
- nie wiem, jakich kosmetyków użyto - w moim niedużym rodzinnym mieście zawsze przedstawiano mi produkty
- nie została spełniona obietnica wykonania Eko-maski na oczach klienta; nawet nie wiem, co nałożono mi na włosy - na szczęście efekt jest świetny
- suszono włosy ciepłym nawiewem i ich nie zabezpieczono przed szkodliwym działaniem wysokiej temperatury - może się czepiam, bo wszędzie się używa takich suszarek, ale nie tego spodziewałam się po Ekofryzjerze
- nie zabezpieczono końców na koniec wizyty - u każdego fryzjera, jakiego odwiedzałam, był to standard... 
I jak już wspomniałam - atmosfera była dziwna i nie czułam się odprężona. 

Ciężko mi powiedzieć, że wybiorę się tam ponownie. Niestety, nie jest to miejsce na studencką kieszeń, ale też tego nie oczekuję. Raz na jakiś czas można pozwolić sobie na taką włosową ekstrawagancję. Ale mam pewien niedosyt, kilka rzeczy nie do końca zgadza się z filozofią tego miejsca. Pomimo wszystko myślę, że jeszcze tam zawitam, bo efekt mi się podoba. Po prostu następnym razem będę dociekliwa. :)

Polecam Wam odwiedzić to miejsce nawet ze zwykłej ciekawości. Nie jest to "tania impreza", ale zawsze można odłożyć taką sumę i rozpieścić swoje włosy. Mają bogatą ofertę, a w niej takie atrakcje jak szatusz.

Haircology
ul. Rozbrat 44A
Warszawa
tel.  669 780 669
link do strony - haircology

Wybierzecie się tam kiedyś? Jeśli macie pytania, zapraszam do komentowania lub napisania do mnie maila. Pozdrawiam i do następnego! :)

żródła zdjęć: [1], [2], [3], [4]

piątek, 12 czerwca 2015

Kosmetyczny sezon na truskawki

Hej! Sezon na owoce jagodowe rozpoczęły poczciwe truskawki, które są gwiazdą dzisiejszego posta. Zapraszam Was serdecznie na kilka kosmetycznych przepisów z truskawką w roli głównej!



Peeling z truskawek:
Rozgnieć truskawki widelcem i dodaj cukier. Gdy chcesz wykonać peeling całego ciała, wybierz cukier trzcinowy. 

Maseczka nawilżająca do cery suchej:
Zmiksuj truskawki, a następnie dodaj 2 łyki miodu i łyżkę śmietanki kremówki. W celu zagęszczenia można dodać odrobinę zmielonych płatków owsianych. Zmyj letnią wodą po 15-20 minutach.

Maseczka dla cery tłustej:
Kilka zmiksowanych truskawek dodaj do ubitego na sztywno białka. Zmyj letnia wodą po 15 minutach.

Maska regenerująca do włosów:
Około 10 truskawek zmiksuj i dodaj 4 łyżki mleka lub śmietanki. Trzymaj na włosach około 15 minut. Następnie zmyj letnią wodą i umyj włosy delikatnym szamponem.

Maska do włosów suchych:
Zmiksowane truskawki dodaj do puree z awokado. Trzymaj pod przykryciem około 30 minut. 

Maska odżywcza do włosów:
30 dag truskawek zmiksuj z kilkoma łyżkami miodu, opakowaniem jogurtu naturalnego i łyżką ulubionego oleju. Po 20 minutach spłucz i umyj włosy delikatnym szamponem.

A tu ja w maseczce dla cery tłustej:


Wcześniej wykonałam truskawkowy peeling. Buzia była mięciutka i odświeżona, pory zwężone. 

Specjalnie dla Was przygotowałam wszystkie przepisy w formie grafiki, którą możecie wydrukować lub po prostu zachować na dysku (wystarczy kliknąć na napis):


http://oi57.tinypic.com/2u7r9si.jpg

Pozdrawiam Was i dajcie znać, czy przepisy się u Was sprawdziły!

wtorek, 9 czerwca 2015

Niedziela dla włosów

Hej! Dzisiejsza ''Niedziela dla włosów'' z moim najnowszym produktem do pielęgnacji włosów. Zapraszam!

  • Na kilka godzin przed myciem nałożyłam olejek Heenara, a w skórę wmasowałam wcierkę z kozieradki.
  • Następnie umyłam włosy przy użyciu kojącego balsamu do wrażliwej skóry głowy Ecolab oraz mydła cedrowego Bania Agafii.
  • Na 20 minut nałożyłam na włosy nową maskę Cesarzowe Jagody ''Głęboka regeneracja i odżywianie'' Gzel for Natura Siberica.
  • Na koniec wtarłam tonik wzmacniający oraz w końce wmasowałam eliksir odżywczy Elseve.
Zdjęcie tego samego dnia, przy użyciu lampy błyskowej:


I następnego dnia rano:


Trochę głupio to zabrzmi po pierwszym użyciu, ale maska to rewelacja. Mam nadzieję, że taki efekt się utrzyma, bo włosy były idealnie dociążone, grube, mięsiste, mięciutkie, mogę się rozpływać... Spróbuję trzymać ją jeszcze dłużej na włosach (producent pisze tylko o 5 minutach). Włosy są bardzo dzielne, lato i moja sesja jeszcze nie dały im zbytnio w kość. Ale cieszę się na wizytę u ekofryzjera (jak się w końcu zapiszę :D). 
Wracając jeszcze do niedzieli - maska kandyduje do miana mojego ulubieńca i ma na to duże szanse. Dostałam ją od rodziców z okazji Dnia Dziecka. Widziałam, że w sklepach internetowych kosztuje ponad 30 zł, a w małym sklepie w moim rodzinnym mieście około 26 zł (jeśli ktoś jest z Siedlec i okolic, polecam - Natu Sklep zielarsko-medyczny) .

Pozdrawiam Was serdecznie! :)

wtorek, 2 czerwca 2015

Giga denko!

Dzisiaj przychodzę do Was z ''denkiem'' z okresu dwóch miesięcy: kwietnia i maja. Udało mi się zużyć sporo kosmetyków, niektóre z nich zalegały mi w szafce. Zapraszam na mini-recenzję każdego z nich.



próbki / odbudowujący szampon pszeniczno-owsiany i balsam do włosów z betuliną
Oba te produkty miałam już w formie próbek i moje odczucia co do nich się nie zmieniły - to dwa świetne kosmetyki do włosów, które na pewno u mnie zagoszczą. 
szampon / szampon ziołowy do włosów suchych i normalnych Fitomed
Zużyłam ten kosmetyk jako mydło do rąk. Bardzo podrażniał mi skórę głowy, a miał być dla niej łagodny. Nie wrócę do niego. 
krem do twarzy / krem nawilżający korygująco-ściągający Ziaja Liście Manuka
To nie jest zły krem, nie zrobił mi krzywdy, ale był za lekki. Moja skóra potrzebuje większego nawilżenia. Ostatecznie zużyłam jako krem do stóp. 

żel pod oczy / żel do powiek i pod oczy ze świetlikiem i aloesem FlosLek
Szczerze mówiąc, to nie zauważyłam, by robił coś szczególnego z moją skórą wokół oczu. Wersja, której używam aktualnie jest o wiele lepsza.
odżywka do włosów / Isana Professional Oil Care
Używałam jej głównie jako pierwsze O i w celu zemulgowania oleju. Wiele dziewczyn się nią zachwyca, moje włosy trochę puszyła. Poza tym jej skład pozostawia sporo do życzenia, więc polecam używanie jako pierwsze O.
próbka / BIOVAX Intensywnie regenerująca maseczka do włosów suchych i zniszczonych
Pisałam o niej w tym poście - click! Postanowiłam kupić saszetkę na spróbowanie i dzięki temu wiem, że wersji pełnowymiarowej raczej nie kupię. Miałam po niej siano na głowie, włosy były przesuszone, a o regeneracji nie było mowy. Zawiodłam się, bo skład zapowiadał fajny produkt.

odżywka do włosów / Yves Rocher odżywka odbudowująca z olejkiem jojoba 
Nie będę się tutaj na jej temat rozpisywać, bo na bloga pojawiła się już szczegółowa recenzja tej odżywki - click!. Chętnie do niej wrócę. :)

 
balsam do ciała / Avon City Rush
Balsam do dosyć mocnym zapachu i kiepskim składzie. Nic szczególnego, nie zamierzam kupna (ten dostałam).
dezodorant / Alterra dezodorant w kulce z balsamem z melisą lekarską i szałwią
Bardzo fajny dezodorant, który pomimo zawartości alkoholu wysoko w składzie nie podrażnia. Kosztuje grosze, jest wegański, nie brudzi ubrań, choć trochę wolno schnie. Polecam. 
szampon / organiczny szampon nawilżający do suchych włosów 'Ekstrakt z jagód acai i proteiny perły' Love2MIX Organic
Dosyć przeciętny szampon, używałam go także do tworzenia peelingów. Nie wyróżnia jakimś specjalnym działaniem. Nie planuję ponownego zakupu. 
żel po prysznic / Odżywczy żel pod prysznic z Olejkiem Arganowym Bio Yves Rocher
Nie kupię go ponownie ze względu na zapach - nie przepadam za słodkimi aromatami. Żele z Yves Rocher lubię, bo nie wysuszają skóry i są wydajne. Kupię ponownie, ale inne wersje zapachowe.


szampon DIY
Wykonałam go własnoręcznie z półproduktów na warsztatach organizowanych przez Zieloną wśród ludzi w warszawskim Zieleniaku. Był świetny, bardzo łagodny, ładnie odbijał włosy od nasady. Zamierzam powtórzyć produkcję w domu. 
dezodorant / Alterra Sensitive balsam dezodorujący
B-U-B-E-L! Nie mam problemu z nadmierną potliwością, a za sprawą tego produktu nieładnie ode mnie pachniało zaraz po jego użyciu. Mam wrażenie, że wzmagał pocenie i kompletnie nie neutralizował nieprzyjemnego zapachu, tylko sprawiał, że był bardziej intensywny. Nie polecam, wyrzuciłam go po kilku dniach od otwarcia.
miniaturka odżywki  / Ziaja naturalna oliwkowa odżywka do włosów
Kupiłam przed wyjazdem na weekend do domu, by używać jej jako pierwsze O w czasie mycia. Fajnie, że Ziaja wprowadziła mini-wersje swoich produktów w mini-cenach (dostępne w Rossmannie).
filtr ochronny / Iwostin SOLCERIN krem ochronny do skóry wrażliwej i alergicznej SPF 50+
Mój ulubieniec. Bardzo wydajny (starczył mi na prawie rok), nadawał się pod makijaż i rzeczywiście chronił. Nie uczulał, nie zapychał. Trochę bielił. Chętnie do niego wrócę. 

maseczka do twarzy / Montagne Jeunesse Blemish Mud oczyszczająca maska błotna
Taki przeciętniaczek. Nie zauważyłam jakiegoś szczególnego efektu oczyszczenia. Od czasu do czasu kupuję maski tej firmy (dostępne w Hebe), bo mają niezłe składy i są wygodne, na przykład na wyjazdy.
olejek do włosów / Yves Rocher olejek odbudowujący
Co pokochałam na początku w tym olejku? Zapach! A potem działanie. Cudownie nawilżał włosy, wygładzał je. Przy jego regularnym używaniu moje włosy zyskały idealny, równomierny połysk. Chętnie do niego wrócę, a Wam serdecznie go polecam! :)
płyn micelarny / Ziaja Ulga płyn micelarny do cery wrażliwej
To dobry kosmetyk za małe pieniądze. Dobrze zmywał makijaż i działał łagodząco (w składzie ekstrakt z lukrecji). Minusem dla niektórych z Was może być fakt, że trochę się pieni. Mi to nie przeszkadzało. 
próbka / Kolastyna Hydra Energy balsam do ciała ''So Nourish''
Trochę nie rozumiem idei dawania próbek balsamów do ciała w takiej formie - saszetka tej wielkości starczyła mi na pół nogi. :D Nie planuję zakupu.

odżywka do włosów / Garnier Fructis Oleo Repair
Odżywka uwielbiania przez wiele dziewczyn mnie nie zachwyciła. W związku z tym nie planuję ponownego zakupu. Najczęściej używałam jej jako pierwsze O.
peeling / Ziaja Liście Manuka pasta do głębokiego oczyszczania twarzy przeciw zaskórnikom
Niestety, pasta jest dla mnie za mocna, wysuszała mi skórę na twarzy i podrażniała. Zużyłam jako peeling do ciała i tam sprawdziła się świetnie. Nie planuję ponownego zakupu.
krem do twarzy / Tołpa Green nawilżający krem łagodzący
Bardzo dobry krem, który rzeczywiście ma działanie łagodzące i kojące. Po dłuższym czasie jednak zaczął mnie męczyć - nie umiem wytłumaczyć, dlaczego, po prostu takie odczucie. Może kiedyś do niego wrócę. 
żel do mycia twarzy / Hydrain3 Hialuro kremowy żel do mycia Dermedic
Recenzja tego kosmetyku tutaj - click!. Pewnie kiedyś do niego wrócę, bo byłam z niego bardzo zadowolona. 


krem do depilacji / Isana łagodny krem do depilacji
To bardzo dobry krem do depilacji za małe pieniądze i bez parafiny w składzie (jedyny jaki znalazłam na rossmannowkich półkach). Szkoda tylko, że tubka taka mała - starczyła mi na dwie łydki.
Flos koszyczek nagietka
Niebawem na blogu pojawi się oddzielny wpis o właściwościach nagietka. Suszu używałam do robienia płukanki do włosów. 
szampon do włosów / Oillan Baby szampon nawilżający
Ponownie odsyłam do szczegółowej recenzji - click!. Szampon jeszcze nieraz się u mniej pojawi. 
korektor / Catrice Camouflage Crem odcień 01
Nie jestem zbytnio wymagająca w kwestii kosmetyków do makijażu - używam tylko podkładu i korektora. Z tego kamuflażu byłam przez dłuższy czas zadowolona, ale później nie chciał w ogóle kryć. Może kiedyś kupię ponownie. 

podkład / Lavera podkład mus 01 kość słoniowa
Recenzja tego podkładu już pojawiła się na blogu - click!. Na pewno nie kupię ponownie. Ulżyło mi, gdy ujrzałam dno... 
próbka kremu do twarzy / Kiehl's Control Daily Skin-Clearing Treatment
Używałam już wcześniej próbki tego kremu (starcza na jakieś cztery aplikacje) na noc. Widać, że powoduje stopniowe oczyszczanie skóry. Może kiedyś zakupię wersję pełnowymiarową.
żel pod prysznic / Isana owocowy żel pod prysznic o uwodzicielskim zapachu
Czy zapach był uwodzicielski - tego nie wiem, ale na pewno był wiśniowy. Lubię żele Isany, bo są tanie i ładnie pachną, ale ten bardzo wysuszał mi skórę.
odżywka do włosów / odżywka Malina i Hibiskus Avon Naturals
Używałam jako pierwsze O i z takim przeznaczeniem ją kupiłam. Właściwie tyle mogę o niej powiedzieć. :D Krzywdy mi nie zrobiła, ale jako drugie O bym jej nie użyła - miała dosyć wysoko w składzie alkohol. 


maska do włosów / Kallos Latte
To kolejny hit blogosfery, co do którego mam mieszane uczucia. Czasami niemiłosiernie puszył mi włosy, a kolejnym razem dawał świetny efekt na włosach. Planuję teraz wypróbować inne wersje masek Kallos.
krem / balsam z aloesem Herbamedicus
Treściwy krem na bazie wazeliny i parafiny, którego używałam do stóp. Moja skóra w tym miejscu jest bardzo wymagająca i lubi kremy parafinowe. Byłam z niego zadowolona, ale nie planuję kolejnego spotkania.
olejek  / olejek do pielęgnacji ciała Babydream Fur Mama
Akurat ten kultowy kosmetyk sprawdził się na moich włosach - nawilżał je i wygładzał. Do ciała go nie używałam, ale myślę, że może sprawdzić się latem. 
próbka kremu / Effaclar Duo
Kiedyś go używałam i był w porządku, obecnie spowodował u mnie straszne podrażnienie i wysyp drobnych krostek na całej twarzy... Nie, nie i jeszcze raz nie!

Udało Wam się dotrzeć do końca? ;) Używałyście tych kosmetyków, jakie macie zdanie na ich temat? Czekam na Wasze opinie w komentarzach. Pozdrawiam!