Pokazywanie postów oznaczonych etykietą naturalnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą naturalnie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 22 października 2015

Review - Sylveo, lniana maska do włosów

Cześć i czołem! Jesienna słota zawitała do nas na dobre, ale mam nadzieję, że nie tracicie dobrych humorów i ochoczo przeczytacie recenzję świetnego kosmetyku, który od tej pory będzie stałym bywalcem mojej kosmetyczki. 


Sylveco, lniana maska do włosów

Co mówi producent?

Hypoalergiczna maska do włosów z ekstraktem z nasion lnu zwyczajnego i olejem kokosowym przeznaczona jest do pielęgnacji włosów suchych i łamliwych. Jest bogata w składniki nawilżające i odżywcze, pozwala poprawić wygląd i kondycję włosów. Olej kokosowy, dzięki swoim wyjątkowym właściwościom, wykazuje zdolność przenikania do struktury włosa, zwiększa nawilżenie końcówek, zapobiega także ich rozdwajaniu się. Związki śluzowe, zawarte w nasionach lnu, powlekają i chronią włosy, znakomicie je wygładzając. Nałożenie maski po umyciu ułatwia rozczesywanie włosów, zapewnia efekt miękkich, lekkich i lśniących kosmyków. Stosowanie maski jako kompresu, przed myciem, zdecydowanie poprawia nawilżenie i zwiększa elastyczność włosów.
Produkt hypoalergiczny, przebadany dermatologicznie. 

Skład:


Aqua (woda), Linum usitatissimum Seed Extract (ekstrakt z nasion lnu), Cetyl Alcohol (emolient), Cocos Nucifera Oil (olej kokosowy), Sucrose (cukier), Glycerin (gliceryna), Vitis Vinifera Seed Oil (olej z pestek winogron), Stearic Acid (stablizator, działa nawilżająco), Panthenol (pantenol), Decyl Glucoside (łagodny detergent), Lactic Acid (kwas mlekowy, dzała nawilżająco), Glyceryl Oleate (emolient), Cyamopsis Tetragonoloba Gum (guma guar, zagęstnik), Tocopheryl Acetate (witamina E), Cocamidopropyl Betaine (łagodny detergent), Sodium Benzoate (konserwant)

Jak widać, skład mocno nawilżający, z aktywnymi składnikami na wysokich pozycjach. 

Konsystencja, kolor, zapach:


Maska jest dosyć rzadka, o zapachu, któremu daleko do pięknego... Coś za coś w pewnym sensie - zauważcie, że w składzie nie ma sztucznego zapachu, więc to sama natura. ;) Kolor perłowy. Pomimo swej konsystencji mogę śmiało nazwać ją wydajną.

Opakowanie:


Kosmetyk dostajemy w zakręcanym pojemniczku o pojemności 150 ml. Zapakowany jest w śliczne pudełeczko, na którym znajdziemy także opis niezwykłej rośliny, jaką jest len. Już kiedyś to podkreślałam, ale osoba odpowiedzialna za grafikę w Sylveco ma świetne wyczucie smaku. 

Działanie:

Maska stała się dla mnie alternatywą dla olejowania i od pierwszego użycia zakochałam się w jej działaniu. Włosy rzeczywiście są świetnie nawilżone, zdyscyplinowane i lejące się. Tworzą idealną taflę. Maska bardzo pomogła mi w nawilżeniu włosów po wakacjach - już po pierwszym użyciu zyskały dawny blask i miękkość. Moje włosy kochają siemię lniane, więc z tym produktem również się bardzo polubiły. Poniżej zdjęcie moich włosów po użyciu maski jako kompresu (jeszcze przed podcięciem).


Jak widać nawet końce, które już wtedy potrzebowały podcięcia, wyglądają na nawilżone. 

Dostępność:

Maskę, jak i inne produkty marki Sylveco można zakupić w większości (o ile nie wszystkich) sklepów z kosmetykami naturalnymi. Ja swój egzemplarz zakupiłam w siedleckim sklepie Natu, ale w Warszawie z pewnością dostaniecie ją w BioOrganice. Cena waha się od około 25 do 28 zł. 

Podsumowując:

To kosmetyk, na który można liczyć w chwilach mocnego przesuszenia włosów, jak i na co dzień. Nawet te z Was, które mają nie najlepsze wspomnienia z siemieniem lnianym czy olejem kokosowym powinny skusić się i wypróbować tę maskę. Idealnie nadaje się na prezent!


Miałyście przyjemność używać tej maski? Jak u Was się sprawdziła? A może dopiero poczułyście się zachęcone do jej zakupu? Czekam na komentarze. Pozdrawiam! 

poniedziałek, 19 października 2015

Niedziela dla włosów

Witajcie! Moja "niedziela dla włosów" właściwie odbyła się dzisiaj i dla Was będzie niespodzianką. 

Czego użyłam? 

  • Na noc nałożyłam na włosy olejek Sesa.
  • Rano umyłam włosy przy użyciu balsamu do włosów suchych i zniszczonych Green Pharmacy i odbudowującego szamponu pszeniczno-owsianego Sylveco.
  • Następnie na 15 minut nałożyłam kremową maskę do włosów Argan Hair Dr.Sante. Miałam ją już kilka razy na włosach i jest w niej potencjał! 
  • Na koniec aktywne serum na porost włosów Apteka Agafii oraz eliksir odżywczy Elseve.
A moje włosy prezentowały się tak:


Czyli krótko! :) Bardzo się cieszę, że je bardzo skróciłam i świetnie się czuję w takiej długości. Oczywiście, jak to u mnie, zaraz włosy będą mi sięgać pasa, ale chwilowo cieszę się takimi. Maska sprawiła, że są lśniące i miękkie, czyli takie jak lubię najbardziej. Sezonowe wypadanie włosów daje mi się lekko we znaki i jest to aktualnie mój jedyny włosowy problem. 

Jak Wasze włosowe spa? Dajcie znać w komentarzach. Pozdrawiam!

niedziela, 27 września 2015

Niedziela dla włosów

Witajcie! Po dłuższej przerwie wracam do serii "Niedziela dla włosów". Moje wakacje zbliżają się ku końcowi, a to oznacza powrót na uczelnię (za którą naprawdę się stęskniłam) oraz stały plan dnia, w którym bez problemu znajdzie się czas dla mnie i pielęgnację. 

Po wakacjach stawiam na intensywne odżywienie i wzmocnienie. Pomimo tego, że mało przebywałam na słońcu przez lipiec i sierpień, moje włosy były suche i szorstkie. Wpływ na pewno miały warunki w mojej pracy - ciągle włączona klimatyzacja, suche powietrze, tumany kurzu, intensywne światło jarzeniówek. 
We wrześniu swoje piętno odcisnęły podróże. Mycie głowy było przykrą koniecznością - włosy mokre, a tyle miejsc czeka na mnie! Jako, że podróżowałam samolotem, miałam też ograniczoną pojemność kosmetyczki i starałam się ograniczyć pielęgnację do niezbędnego minimum (post - Co zabrałam do Oslo?)

Dosyć tego narzekania, bo moje włosy wyglądają naprawdę nieźle! Tak naprawdę do ''postawienia ich na nogi'' potrzebowałam tygodnia. 

Czego użyłam przy okazji "Niedzieli dla włosów"?

  • Na noc nałożyłam na włosy olejek Sesa - szczerze mówiąc, spodziewałam się po nim więcej. Prawie dobiłam dna, a do tej pory najbardziej dał mi się we znaki zapach, który zostaje na wszystkim i wszędzie. 
  • Do mycia użyłam: wzmacniającej odżywki do włosów Joanna, cedrowego mydła Bania Agafii oraz balsamu-maski do włosów z przeciwutleniaczami Fratti. Z tego balsamu jestem bardzo zadowolona, muszę zakupić kolejne opakowanie. Zapewne doczeka się recenzji. :)
  • Na koniec użyłam aktywnego serum ziołowego na porost włosów Apteczka Babci Agafii i eliksiru odżywczego Elseve.
Efekt? 


Taki, że włosy nie chciały pozować do zdjęcia. :D Są idealnie nawilżone i bardzo miękkie. Jak widać, przyda im się lekkie podcięcie, bo końce zaczynają wywijać się na wszystkie strony świata. Objętość również niczego sobie. Bardzo obawiam się jesiennego wypadania włosów, ale nie zauważyłam, by wypadała ich alarmująca ilość. Stawiam na profilaktykę i odżywienie. Wydaje mi się, że włosy są zadowolone. :) 

Jak mają się Wasze włosy? Czy Wasz wrzesień był równie przyjemny, co mój? Jego ostatnie dni spędzam w doborowym towarzystwie: 


Pozdrawiam i czekam na komentarze! :)
 

środa, 12 sierpnia 2015

Niedziela dla włosów

Hej! Czy Was również tak wycieńczają te upały..? Codziennie mam wrażenie, że się topię. Niemniej jednak, udało mi się poświęcić moim włosom chwilę czasu. 

  • Na noc nałożyłam oliwkę Babydream. To dobry i tani kosmetyk o wszechstronnym zastosowaniu.
  • Rano umyłam włosy przy użyciu: odżywki z miodem i cytryną do włosów farbowanych, suchych i zniszczonych Joanna, mydła cedrowego Bania Agafii oraz regenerującego balsamu do włosów Natura Siberica Loves Estonia.
  • Na koniec odświeżony duet: aktywne serum ziołowe na porost włosów Apteczka Babci Agafii oraz eliksir odżywczy Elseve.


Używam tego balsamu, gdy jestem w domu - osobiście wybrałam go mamie, która chciała czegoś lekkiego (ma króciutkie włosy) i odżywczego. Ta odżywka okazała się strzałem w dziesiątkę! Obie z mamą jesteśmy z niej zadowolone, a fajny efekt, jaki daje, widać na moich kudłach. :) Moim obecnym problemem jest delikatne przesuszenie włosów na długości, ale tragedii nie ma. 

Tego dnia wraz z chłopakiem wybraliśmy się na przejażdżkę motocyklem. Postanowiłam związać włosy w warkocz, a zdjęcie wstawiam w ramach żartu - mam dwie lewe ręce do robienia sobie fryzur. :D


Na szczęście udało mi się zrobić na tyle ścisłego warkocza, że włosy nie poplątały się pod kaskiem i nie musiałam wyczesywać kołtunów. 

Jak się macie Wy i Wasze włosy? Czekam na Wasze komentarze. Pozdrawiam! :)

wtorek, 4 sierpnia 2015

Niedziela dla włosów

Dzisiaj kolejna odsłona "Niedzieli dla włosów", ale do szczególnie udanych jej nie zaliczę. Dlaczego? Zapraszam!

  • Na noc, tradycyjnie, nałożyłam olejek sezamowy Wellness&Beauty.
  • Rano umyłam włosy przy użyciu odżywki Avon Advance Techniques Ultimate Volume 24H oraz mydła cedrowego Bania Agafii
  • Następnie na około 20 minut nałożyłam maskę Pokrzepol.
  • Na koniec duet - tonik wzmacniający  i eliksir odżywczy Elseve.
Zdjęcie jest mocno niefortunne, bo robiłam je sama, w biegu. 


Na zdjęciu tego tak nie widać, ale ja czułam, że moje włosy z tą maską na dłuższą metę się nie polubią. Niestety puszy je i sprawia, że są lekkie jak piórko, a nie dociążone. W tak trudnym okresie potrzebuję masek mocno odżywczych i dociążających, a ta do nich się nie zalicza. Szkoda, bo miałam nadzieję na dłuższą znajomość. 
Sierpień planuję uczynić miesiącem intensywnej pielęgnacji - królem najbliższego tygodnia zostanie glut z siemienia lnianego. Wracam też do kozieradki, choćby nie wiem co. Generalnie jestem dumna ze swoich włosów - pomimo mojego ciągłego przemęczenia, niedojadania i małej ilości wypijanych płynów w ciągu dnia trzymają się naprawdę dzielnie. Zasługują jednak na to, bym poświęciła im teraz więcej czasu, co zamierzam uczynić. :) 

Niedziela jednak była bardzo udana kulinarnie. Na śniadanie wyczarowałam leniwe na mące jaglanej, które podałam ze świeżymi borówkami i cynamonem. Palce lizać!


Wiem, że mało mnie tu ostatnio i mam z tego powodu ogromne wyrzuty sumienia. Praca skutecznie zajmuje cały mój czas, a teraz jestem jeszcze pochłonięta planowaniem wrześniowego wyjazdu do Oslo. Obiecuję, że niebawem pojawią się tu cztery naprawdę duże posty. Jeden z nich zasugerowano mi w komentarzu. ;) 
Pozdrawiam Was serdecznie i mam nadzieję, że lepiej ode mnie znosicie tę tropikalną temperaturę...

poniedziałek, 27 lipca 2015

Niedziela dla włosów

Cześć! Dzisiaj relacja z mojej "Niedzieli dla włosów", która (niestety) znowu była dosyć skromna. Efekty jednak były... same zobaczycie. ;)

  • Na całą noc nałożyłam na włosy olejek sezamowy Wellness&Beauty. Zużyłam go już ponad połowę i dalej jestem zaskoczona jak moje włosy polubiły olej sezamowy. 
  • Rano umyłam włosy przy użyciu żeńszeniowego scrubu Bania Agafii (zabrakło na zdjęciu, ale tu recenzja - click!), jedwabistej odżywki Yves Rocher oraz mydła cedrowego Bania Agafii.
  • Na około 30 minut nałożyłam na całe włosy maskę Cesarzowe Jagody ''Głęboka regeneracja i odżywianie'' Gzel for Natura Siberica. Jeszcze nie miałam maski, która byłaby tak niesamowicie wydajna jak ta!
  • Na koniec stały duet: tonik wzmacniający i eliksir odżwyczy Elseve.
A oto i efekt: 


Włosy układały się w idealną taflę. Do tego były mięciutkie, przyjemnie puszyste i dociążone. Dzięki peelingowi ładnie odbiły się od nasady. Cieszę się, że pomimo mało dogodnych warunków, w jakich większość czasu przebywam, moje włosy dalej są zdrowe i ładnie wyglądają. Jak już wspominałam, maskę nakładam teraz praktycznie po każdym myciu i najczęściej jest to właśnie ta od Natury Siberici. Myślę, że to w dużej mierze dzięki niej moje włosy nie cierpią tak bardzo. 

Jak Wam się podoba efekt końcowy? Ja osobiście jestem zachwycona i nie mogłam przestać ich dotykać. Czekam na Wasze komentarze i relacje z Waszych "Niedziel dla włosów". Pozdrawiam!

czwartek, 16 lipca 2015

Review: Biolaven żel do mycia twarzy

Witajcie! Dzisiaj nareszcie znalazłam chwilkę, by opisać Wam produkt, który gościł w mojej codziennej pielęgnacji od wielu tygodni i uważam, że warto go polecić przyjaciółce. 



Biolaven żel do mycia twarzy - olej z pestek winogron & olejek lawendowy
 Co mówi producent?

Nawilżająco-odświeżający żel do mycia twarzy, delikatnie, ale skutecznie oczyszcza skórę z wszelkich zabrudzeń i makijażu. Łagodne detergenty i fizjologiczne pH gwarantują zachowanie naturalnej bariery lipidowej, a dodatek oleju z pestek winogron zapobiega wysuszeniu. Olejek eteryczny z lawendy, symbol Prowansji, znany jest ze swoich antyseptycznych i odświeżających właściwości. Systematyczne stosowanie pozwala cieszyć się czystą i promienną skórą.
Obietnice proste i bardzo przyziemne - produkt ma po prostu delikatnie, ale dokładnie myć skórę naszej twarzy.
Skład:
Aqua (woda), Lauryl Glucoside (łagodny środek myjący), Glycerin (gliceryna), Cocamidopropyl Betaine (łagodny środek myjący), Vitis Vinifera Seed Oil (olej z pestek winogron), Panthenol (pantenol - działa łagodząco), Lactic Acid (kwas mlekowy - działa nawilżająco), Sodium Benzoate (benzoesan sodu - konserwant), Lavandula Angustifolia Oil (olejek lawendowy), Parfum (zapach)

Skład krótki i bardzo przyjemny. Mamy tu łagodne substancje myjące, które polubi każdy typ skóry.

Konsystencja, kolor, zapach:


Konsystencja może dla wielu osób stanowić problem - jest jak woda. Łatwo ścieka z ręki i jest dosyć... niewygodna :D. Pomimo to, mi wystarczało jedno naciśnięcie pompki, by dokładnie oczyścić buzię. Kolor przezroczysty. W zapachu nuty lawendy są ledwo wyczuwalne, nad czym nieco ubolewałam, gdyż go uwielbiam. Aromat jest bardzo delikatny, przyjemny dla nosa i myślę, że nikomu nie powinien przeszkadzać. 

Opakowanie:


Opakowanie o pojemności 150 ml wyposażone jest w niezawodną pompkę, którą można zablokować. Bardzo praktyczne rozwiązanie. Ogromny plus za szatę graficzną - w Sylveco pracuje grafik o niezwykłym wyczuciu smaku. 

Działanie:

Zawsze poszukuję łagodnych żeli do mycia twarzy. Zależy mi na tym, by ten produkt - a używam go dwa razy dziennie - nie podrażniał i nie wysuszał mojej wrażliwej skóry. W moim przypadku żel Biolaven ani nie podrażnił, ani nie wysuszył, ale bardzo często powodował specyficzne uczucie ściągnięcia skóry. Używając go byłam zaskoczona, że przy takiej konsystencji produkt świetnie zmywa makijaż i pozostawia skórę idealnie oczyszczoną. Dodatkowo zaskoczył mnie swoją wydajnością. Jak już wspomniałam, wystarczyło jedno naciśnięcie pompki, a żel starczył mi na ponad 2 miesiące używania. Cóż, Sylveco jak zwykle dotrzymuje swoich obietnic, a ten kosmetyk tylko mocniej zachęcił mnie do wypróbowania innych kosmetyków marki. 

Dostępność:

Ja swój żel zakupiłam w warszawskiej BioOrganice w cenie 17,50 zł. Kosmetyki marki Sylveco dostępne są w sklepach z kosmetykami i żywnością naturalną, a także w hipermarketach Auchan. 

Podsumowując:

To bardzo przyjemny żel do codziennego stosowania, który mogę polecić wszystkim. Myślę, że swoim działaniem (i składem!) zadowoli każdego. Czy do niego wrócę? Pewnie tak. Teraz stosuję jego rumiankowego brata. :)


Stosowałyście tego cwaniaczka? A może inne żele, kosmetyki marki Sylveco? Dajcie znać! Pozdrawiam Was serdecznie.

wtorek, 14 lipca 2015

Niedziela dla włosów

Cześć! Wiem, że dawno mnie tu nie było... Niestety, mam dosyć wymagającą pracę i codziennie kończę ją naprawdę późno, więc ciężko mi było znaleźć chwilę czasu. Dzisiaj post z ostatniej "Niedzieli dla włosów".

  • Na całą noc nałożyłam na włosy olejek sezamowy Wellness&Beauty. Szczerze mówiąc, to jeden z najlepszych olejków, jaki gościł na moich włosach!
  • Rano umyłam głowę przy użyciu odżywki Supreme Oils Avon oraz szamponu oczyszczającego Yves Rocher.
  • Na około 30 minut nałożyłam maskę Pokrzepol. Nie mam jeszcze o niej zdania, użyłam jej drugi raz, ale myślę, że się polubimy. 
  • Na koniec tradycyjnie - tonik wzmacniający i eliksir odżywczy Elseve.
Włosy prezentowały się następująco:


Moje włosy (tak jak i cała ja) przebywają codziennie w dosyć trudnych warunkach - klimatyzacja, suche powietrze, ostre światło. Do tego dochodzi nieregularne nawadnianie organizmu i mniejsze spożycie kalorii. Na szczęście kudły nieźle to znoszą, co widać na zdjęciu. Świetnie się układają i są mięciutkie. Staram się używać masek przy każdym myciu, chociaż na chwilę, bo codziennie wieczorem czuję, że włosy są odwodnione. Na szczęście nie wypadają nadmiernie i wyglądają, tak myślę, naprawdę ładnie. 

Na dniach pojawi się na blogu nowa recenzja i wpis o zakupach z ostatnich tygodni. Czy Wam również wszystkie kosmetyki kończą się w tym samym czasie?! Czekam na Wasze komentarze i pozdrawiam Was serdecznie.

wtorek, 30 czerwca 2015

Niedziela dla włosów

Witajcie! Dzisiaj post z mojej "Niedzieli dla włosów", w której pojawiły się dwie nowości. 


  • Na całą noc nałożyłam na długości olejek sezamowy Wellness&Beauty.
  • Następnie umyłam włosy używając odżywki Supreme Oils Avon oraz nowego szamponu w kremie Yves Rocher, który jest to zdobycia w moim rozdaniu :)
  • Na około 30 minut nałożyłam nową maskę Pokrzepol - dostałam ją w małej osiedlowej aptece
  • Na koniec tradycyjny duet - tonik wzmacniający  i eliksir odżywczy Elseve.
Zdjęcie zrobiłam następnego dnia rano, po nocy i koczku:

 

















Włosy były mięciusieńkie, w dotyku niczym jedwab. Są w idealnym stanie, końcówki dalej zadowolone. Uważam, że to udana niedziela dla moich włosów. :)

Przypominam Wam o rozdaniu - dzisiaj ostatni dzień, kiedy czekam na Wasze zgłoszenia. Wystarczy kliknąć w poniższe zdjęcie.


http://lustlure.blogspot.com/2015/06/pierwsze-rozdanie-u-love-nature-beauty.html

Pozdrawiam i do następnego! :)

czwartek, 25 czerwca 2015

Review - Bania Agafii żeńszeniowy scrub do twarzy + Niedziela dla włosów

Witajcie po dłuższej nieobecności, niestety nie miałam przez kilka dni dostępu do komputera. Dzisiaj podwójny post - recenzja i szybka "Niedziela dla włosów". Zanim zacznę, przypominam o moim pierwszym rozdaniu (wystarczy kliknąć w obrazek):

http://lustlure.blogspot.com/2015/06/pierwsze-rozdanie-u-love-nature-beauty.html

***


Co mówi producent?

Żeńszeniowy scrub do twarzy stworzony specjalnie dla pielęgnacji tłustej i problematycznej skóry. Głęboko oczyszcza, złuszcza i regeneruje skórę. Daruje długotrwałe odczucie świeżości, tonizuje i zmiękcza skórę.
Składniki aktywne:
Puder żeńszeniowy – naturalny scrub, głęboko oczyszcza skórę twarzy
Liść borówki brusznicy- posiada działanie tonizujące i przeciwzapalne
Olej dzikiej róży – bogaty w witaminy A, E i C, regeneruje, przywraca skórze zdrowy wygląd
Organiczny pszczeli wosk  - tworzy dodatkową ochronę przed wpływem środowiska zewnętrznego.
Produkt zawiera 100% naturalnych składników. 

Skład:

Salt (sól), Glycerin (gliceryna), Butyrospermum Parkii (masło shea), Cocamidopropyl Betain (łagodny środek myjący), Panax Ginseng Powder (puder żeń szeń), Macadamia Ternifolia Seed Oil (olej macadami), Vaccinium Vitis-ldaea Leaf Extract (liść borówki brusznicy), Rosa Canina Fruit Oil (olej dzikiej róży), Organic Cera Alba (organiczny pszczeli wosk), Tocopherol (witamina E), Parfum (zapach).

Fajny skład, krótki i treściwy. Szkoda tylko, że producent zdecydował się na dodanie zapachu niewiadomego pochodzenia - jest to moje jedyne zastrzeżenie. 

Konsystencja, kolor, zapach:



Scrub ma konsystencję gęstej pasty o jasnym, kremowym kolorze i bardzo delikatnym zapachu. 

Opakowanie:


Stylowe, okrągłe opakowanie o pojemności 100 ml. Zakręcane, co dla niektórych jest wadą, ale ja bardzo lubię takie opakowania 

Działanie:

Mocny z niego gagatek! To taki typowy "ostry zdzierak". Zdecydowanie odradzam go osobom z wrażliwą skórą - dla mnie jest za mocny, by stosować go co tydzień. Niemniej jednak, osoby z naprawdę tłustą skórą - a takiej tej peeling jest dedykowany - powinny być z niego naprawdę zadowolone. Buzia po jego użyciu jest idealnie gładka i wyraźnie oczyszczona. Świetnie przygotowuje na dalsze zabiegi, takie jak użycie maski. 
Nie byłabym sobą, gdybym nie wypróbowała go na innej części ciała niż twarz. W ostatnią niedzielę zdecydowałam się użyć go jako peelingu do skóry głowy. Tutaj nie mam do niego żadnych zastrzeżeń - spisał się świetnie, włosy były wyraźnie odbite u nasady i oczyszczone. 

Dostępność:

Ja swój scrub zakupiłam w warszawskiej BioOrganice w cenie 17,50 zł. Kosmetyki z serii "Bania Agafii" dostępne są w większości sklepów z kosmetykami naturalnymi. 

Podsumowując:

To dobry peeling dla osób, które lubią i potrzebują mocnego złuszczenia skóry twarzy. Inaczej może być za mocny i może spowodować podrażnienie. Jednak wszystkim polecam go jako gotowy peeling do skóry głowy - w tej roli spisuje się świetnie. 


***

Moja "Niedziela dla włosów" występowała następująco:
  • Na całą noc nałożyłam na włosy olejek sezamowy Wellness&Beauty
  • Rano umyłam włosy przy użyciu: żeńszeniowego scrubu Bania Agafii, maski dla wrażliwej skóry głowy NaturVital oraz mydła cedrowego Bania Agafii 
  • Na około 20 minut nałożyłam maskę Cesarzowe Jagody ''Głęboka regeneracja i odżywianie'' Gzel for Natura Siberica
  • Po zmyciu użyłam toniku wzmacniającego i eliksiru odżywczego Elseve
Włosy prezentowały się tak:

 tak, na dole są moje nogi :D

Włosy były mięciutkie i dociążone. Od czasu wizyty u fryzjera są zawsze wygładzone i nie mam problemu z idealną taflą. Na razie nie mam ostatecznej opinii o tej masce, ale wydaje mi się, że może stać się moją ulubienicą. 

Używałyście peelingu z recenzji? A może znacie inne godne polecenia? Dajcie znać w komentarzach i serdecznie zapraszam Was na rozdanie!

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Wizyta u Ekofryzjera Haircology

Witajcie! Dzisiaj post inny, niż wszystkie - recenzja wizyty u fryzjera. I to nie byle jakiego! 
Generalnie z fryzjerami żyłam zawsze na bakier. W moim rodzinnym mieście nie mogłam znaleźć nikogo, kto by zrozumiał moje potrzeby i zdanie: "Przyszłam podciąć TYLKO końcówki." Często wychodziłam niezadowolona, więc wizyt w salonie unikałam jak ognia. Gdy zaczęłam świadomie pielęgnować swoje włosy, kupiłam nożyczki fryzjerskie i zaczęłam włosy podcinać sobie sama. Tym razem zdecydowałam się przełamać swoją niechęć do fryzjerskiego fotela.

Salon Haircology mieści się przy ulicy Rozbrat 44A - z okien mamy widok na piękny park, nie widać i nie słychać dźwięków ulicy. Brakuje mi na drzwiach informacji o godzinach otwarcia salonu.


Wnętrze jest bardzo przyjemne. Ładnie pachnie, jest jasno i czysto, dominuje motyw drewna i szkła. To moje klimaty, więc od razu się odnalazłam w tym miejscu. Podobała mi się także muzyka - dzisiaj mojej wizycie towarzyszył Artur Rojek i jego najnowsza płyta. 

(aktualnie fotele mają czarne obicia)

Filozofia salonu opiera się na korzystaniu z kosmetyków o naturalnych składach, pozbawionych takich substancji jak: parabeny, parafina, emulgatory PEG, silikony, SLS i SLES i syntetyczne związki zapachowe. To mnie skusiło, by tu przyjść - zawsze po wizycie u fryzjera moje włosy były nienaturalne, oblepione silikonami i bardzo swędziała mnie skóra głowy. Teraz już wiem, dlaczego i cieszę się, że znalazłam miejsce, gdzie podchodzą do włosów "na poważnie". Przynajmniej w teorii.
Zdecydowałam się na zabieg EKORegeneracji wraz ze strzyżeniem. Koszt to 140 zł. Uważam, że ta opcja opłaca się najbardziej - zwykłe strzyżenie wyniesie nas 120 zł, więc warto dołożyć te 20 zł i dać włosom coś więcej.

Jak wyglądała sama wizyta?

Byłam umówiona na godzinę 12:00. Przyszłam sporo przed czasem i nie wiedziałam, czy mogę już wejść. W środku niby było zapalone światło, ale nikogo nie było widać. Jak już wcześniej wspomniałam, na drzwiach wejściowych nie ma informacji o godzinach otwarcia. Pomyślałam, że poczekam chwilę w parku i wejdę punktualnie. 

Jak się okazało, salon był już otwarty. Po chwili wyszedł do mnie fryzjer. Właśnie - fryzjer. Owszem, miły, sympatyczny, ale nie wiem jak ma na imię! W czasie wizyty odczuwałam z tego powodu pewien dyskomfort - nie wiedziałam, jak mam się do niego zwracać. A że nieśmiała ze mnie istota, to wstydziłam zadać pytanie o jego godność. No cóż... 

Zostałam zaproszona na fotel. Ogromny plus za to, że pan fryzjer najpierw dotknął moich włosów, zapoznał się z ich strukturą, grubością i zapytał o moje oczekiwania. Nie były duże - przyszłam tylko podciąć rozdwojone końce. 

Następnie przeszliśmy do mycia. Nie umiem powiedzieć, jakie kosmetyki zostały użyte - prawdopodobnie marki Davines lub NATURALTECH - o takich wspominają na swojej stronie. Pierwszy raz mycie u fryzjera było dla mnie przyjemnym doświadczeniem - fryzjer nie drapał mnie po głowie, tylko masował; nie ciągał i nie wyrywał włosów; dodatkowo fotel był niesamowicie wygodny, a przy moim wzroście to ważne - nie zaliczam się do maluchów. 

Po myciu fryzjer wmasował w moje włosy i skórę głowy maskę. Nie mam pojęcia jaką. Nie chcę, żeby wyszło, że się czepiam, ale na stronie opis zabiegu jest taki:


Cóż, przy mnie maski nikt nie robił. Owszem, na początku fryzjer zapytał, czy nie borykam się z jakimiś problemami, ale nie usłyszałam, jaką maskę mi proponuje. Jestem praktycznie pewna, że nałożono mi gotową maskę - nie boli mnie to specjalnie, ale nawet nie wiem, jaka to. Fakt, że nie wykonano na moich oczach mieszanki jest zaprzeczeniem filozofii salonu - gdybym była inna, zaczęłabym się czepiać, ale wolałam poczekać na efekt końcowy.

Następnie na około 20 minut umieszczono moją głowę w magicznym przyrządzie, który miał pomóc składnikom "wejść" w głąb włosa. Urządzenie wytwarzało to ciepłą parę wodną. Niestety nie wiem, jak się nazywa, ale wyglądało tak:


I w tym momencie uderzyła mnie dziwna atmosfera panująca w salonie. Nie oczekiwałam, żeby przez ten czas ktoś mnie zabawiał. Ale w tym czasie na sali były tylko dwie osoby - ja i mój chłopak. Wszyscy byli naprawdę mili, zaoferowano mi coś do picia, pod nos podsunięto stos gazet, ale... Nie dość, że siedziałam zestresowana, bo oddawałam swoje włosy (w pewnym sensie swój skarb, ale o tym innym razem) w ręce obcego człowieka, to zostałam zupełnie sama. Wszyscy pracownicy siedzieli w swoim pomieszczeniu. Podkreślę, że nie oczekiwałam, że ktoś mnie będzie zabawiał, ale atmosfera na pewno nie była domowa i przyjacielska. Czuło się wyraźny dystans między pracownikami i klientem, bo gościem na pewno bym się nie nazwała.

Następnie fryzjer spłukał maskę i na koniec wykonał masaż głowy. To było świetne doświadczenie, bardzo odprężające - nigdy nikt nie dotykał mojej głowy w ten sposób :D (jakkolwiek dziwnie to brzmi).

Samo strzyżenie było formalnością. Na początku zapytałam, czy nie lepiej byłoby podciąć moje włosy, nadając im na dole kształt litery U czy łódki. Fryzjer powiedział, że to da bardziej naturalny efekt i przystąpił do działania. Trwało to dosłownie chwilę. 

Ostatni etap - suszenie. Moje włosy nienawidzą suszarki. Po prostu jej nie znoszą. Zwłaszcza tej z ciepłym nawiewem. I niestety z taką przyszło im się tu spotkać... Powiem szczerze, że zaskoczyło mnie to, ale rozumiem, że taka szybciej suszy włosy. Włosy też nie zostały z żaden sposób zabezpieczone przed tak wysoką temperaturą. W czasie suszenia fryzjer używał także dużej, okrągłej szczotki. Na koniec spodziewałam się jakiegoś olejku, by zabezpieczyć włosy i dopieścić je po tak intensywnym suszeniu. Niestety, nic takiego się nie stało.

Zdjęcie poniżej przedstawia efekt końcowy:


W dotyku są miękkie i bardzo gładkie, pachną ziołowo. Końce wyglądają tu nieatrakcyjne - są spuszone po suszeniu (niestety, dlatego nigdy nie używam suszarki). Po bliższej obserwacji widzę, że fryzjer pozbył się zniszczonych końców. Ale kształt kompletnie nie przypominał "U". Wtedy przypisałam jego brak suszarce.

Jakieś pół godziny po wyjściu z salonu chłopak zrobił mi zdjęcie na dworze:


Tutaj włosy wyglądają już lepiej. Nie są tak spuszone i rzeczywiście bardziej przypominają "U". Mam nadzieję, że po pierwszym myciu w domu będzie on jeszcze bardziej widoczny. 

Czy jestem zadowolona? Czy wybiorę się jeszcze raz?

Jak już wspomniałam, za całość zapłaciłam 140 zł. Długo się zastanawiałam, czy zdecydować się na tę wizytę, bo dla studenta to naprawdę duża suma. To najdroższa wizyta fryzjerska w moim życiu. 
Ogólnie efekt mi się podoba - czuć, że włosy są odżywione. Ostatecznej opinii na temat cięcia jeszcze nie wystawię - suszarka skutecznie maskuje końcowy efekt. Ale wydaje mi się, że fryzjer wykonał to, o co go poprosiłam. Bardzo się cieszę z tego, że nie swędzi mnie skóra głowy. Oznacza to, że rzeczywiście użyto delikatniejszego szamponu. Za to ogromny plus, bo mam bardzo wrażliwy skalp.

Niestety, nie do końca dobrze czuję się z faktem, że:
- nie wiem, jakich kosmetyków użyto - w moim niedużym rodzinnym mieście zawsze przedstawiano mi produkty
- nie została spełniona obietnica wykonania Eko-maski na oczach klienta; nawet nie wiem, co nałożono mi na włosy - na szczęście efekt jest świetny
- suszono włosy ciepłym nawiewem i ich nie zabezpieczono przed szkodliwym działaniem wysokiej temperatury - może się czepiam, bo wszędzie się używa takich suszarek, ale nie tego spodziewałam się po Ekofryzjerze
- nie zabezpieczono końców na koniec wizyty - u każdego fryzjera, jakiego odwiedzałam, był to standard... 
I jak już wspomniałam - atmosfera była dziwna i nie czułam się odprężona. 

Ciężko mi powiedzieć, że wybiorę się tam ponownie. Niestety, nie jest to miejsce na studencką kieszeń, ale też tego nie oczekuję. Raz na jakiś czas można pozwolić sobie na taką włosową ekstrawagancję. Ale mam pewien niedosyt, kilka rzeczy nie do końca zgadza się z filozofią tego miejsca. Pomimo wszystko myślę, że jeszcze tam zawitam, bo efekt mi się podoba. Po prostu następnym razem będę dociekliwa. :)

Polecam Wam odwiedzić to miejsce nawet ze zwykłej ciekawości. Nie jest to "tania impreza", ale zawsze można odłożyć taką sumę i rozpieścić swoje włosy. Mają bogatą ofertę, a w niej takie atrakcje jak szatusz.

Haircology
ul. Rozbrat 44A
Warszawa
tel.  669 780 669
link do strony - haircology

Wybierzecie się tam kiedyś? Jeśli macie pytania, zapraszam do komentowania lub napisania do mnie maila. Pozdrawiam i do następnego! :)

żródła zdjęć: [1], [2], [3], [4]

piątek, 12 czerwca 2015

Kosmetyczny sezon na truskawki

Hej! Sezon na owoce jagodowe rozpoczęły poczciwe truskawki, które są gwiazdą dzisiejszego posta. Zapraszam Was serdecznie na kilka kosmetycznych przepisów z truskawką w roli głównej!



Peeling z truskawek:
Rozgnieć truskawki widelcem i dodaj cukier. Gdy chcesz wykonać peeling całego ciała, wybierz cukier trzcinowy. 

Maseczka nawilżająca do cery suchej:
Zmiksuj truskawki, a następnie dodaj 2 łyki miodu i łyżkę śmietanki kremówki. W celu zagęszczenia można dodać odrobinę zmielonych płatków owsianych. Zmyj letnią wodą po 15-20 minutach.

Maseczka dla cery tłustej:
Kilka zmiksowanych truskawek dodaj do ubitego na sztywno białka. Zmyj letnia wodą po 15 minutach.

Maska regenerująca do włosów:
Około 10 truskawek zmiksuj i dodaj 4 łyżki mleka lub śmietanki. Trzymaj na włosach około 15 minut. Następnie zmyj letnią wodą i umyj włosy delikatnym szamponem.

Maska do włosów suchych:
Zmiksowane truskawki dodaj do puree z awokado. Trzymaj pod przykryciem około 30 minut. 

Maska odżywcza do włosów:
30 dag truskawek zmiksuj z kilkoma łyżkami miodu, opakowaniem jogurtu naturalnego i łyżką ulubionego oleju. Po 20 minutach spłucz i umyj włosy delikatnym szamponem.

A tu ja w maseczce dla cery tłustej:


Wcześniej wykonałam truskawkowy peeling. Buzia była mięciutka i odświeżona, pory zwężone. 

Specjalnie dla Was przygotowałam wszystkie przepisy w formie grafiki, którą możecie wydrukować lub po prostu zachować na dysku (wystarczy kliknąć na napis):


http://oi57.tinypic.com/2u7r9si.jpg

Pozdrawiam Was i dajcie znać, czy przepisy się u Was sprawdziły!