wtorek, 14 lipca 2015

Niedziela dla włosów

Cześć! Wiem, że dawno mnie tu nie było... Niestety, mam dosyć wymagającą pracę i codziennie kończę ją naprawdę późno, więc ciężko mi było znaleźć chwilę czasu. Dzisiaj post z ostatniej "Niedzieli dla włosów".

  • Na całą noc nałożyłam na włosy olejek sezamowy Wellness&Beauty. Szczerze mówiąc, to jeden z najlepszych olejków, jaki gościł na moich włosach!
  • Rano umyłam głowę przy użyciu odżywki Supreme Oils Avon oraz szamponu oczyszczającego Yves Rocher.
  • Na około 30 minut nałożyłam maskę Pokrzepol. Nie mam jeszcze o niej zdania, użyłam jej drugi raz, ale myślę, że się polubimy. 
  • Na koniec tradycyjnie - tonik wzmacniający i eliksir odżywczy Elseve.
Włosy prezentowały się następująco:


Moje włosy (tak jak i cała ja) przebywają codziennie w dosyć trudnych warunkach - klimatyzacja, suche powietrze, ostre światło. Do tego dochodzi nieregularne nawadnianie organizmu i mniejsze spożycie kalorii. Na szczęście kudły nieźle to znoszą, co widać na zdjęciu. Świetnie się układają i są mięciutkie. Staram się używać masek przy każdym myciu, chociaż na chwilę, bo codziennie wieczorem czuję, że włosy są odwodnione. Na szczęście nie wypadają nadmiernie i wyglądają, tak myślę, naprawdę ładnie. 

Na dniach pojawi się na blogu nowa recenzja i wpis o zakupach z ostatnich tygodni. Czy Wam również wszystkie kosmetyki kończą się w tym samym czasie?! Czekam na Wasze komentarze i pozdrawiam Was serdecznie.

piątek, 3 lipca 2015

Wyniki pierwszego rozdania na moim blogu!

Cześć Wam! Dzisiaj bardzo przyjemny post dla mnie i na pewno jednej z Was. By wyłonić zwyciężczynię skorzystałam ze strony random.org. A oto wynik!

Serdecznie gratuluję, a z Izą skontaktowałam się już za pomocą maila. :)

Dziękuję wszystkim, którzy zechcieli wziąć udział w zabawie. Dziękuję, że zostałyście moimi obserwatorkami. Wierzę, że to nie ostatni konkurs na tym blogu. ;)

Gorąco Was pozdrawiam i do następnego, a Izie jeszcze raz gratuluję!

wtorek, 30 czerwca 2015

Niedziela dla włosów

Witajcie! Dzisiaj post z mojej "Niedzieli dla włosów", w której pojawiły się dwie nowości. 


  • Na całą noc nałożyłam na długości olejek sezamowy Wellness&Beauty.
  • Następnie umyłam włosy używając odżywki Supreme Oils Avon oraz nowego szamponu w kremie Yves Rocher, który jest to zdobycia w moim rozdaniu :)
  • Na około 30 minut nałożyłam nową maskę Pokrzepol - dostałam ją w małej osiedlowej aptece
  • Na koniec tradycyjny duet - tonik wzmacniający  i eliksir odżywczy Elseve.
Zdjęcie zrobiłam następnego dnia rano, po nocy i koczku:

 

















Włosy były mięciusieńkie, w dotyku niczym jedwab. Są w idealnym stanie, końcówki dalej zadowolone. Uważam, że to udana niedziela dla moich włosów. :)

Przypominam Wam o rozdaniu - dzisiaj ostatni dzień, kiedy czekam na Wasze zgłoszenia. Wystarczy kliknąć w poniższe zdjęcie.


http://lustlure.blogspot.com/2015/06/pierwsze-rozdanie-u-love-nature-beauty.html

Pozdrawiam i do następnego! :)

czwartek, 25 czerwca 2015

Review - Bania Agafii żeńszeniowy scrub do twarzy + Niedziela dla włosów

Witajcie po dłuższej nieobecności, niestety nie miałam przez kilka dni dostępu do komputera. Dzisiaj podwójny post - recenzja i szybka "Niedziela dla włosów". Zanim zacznę, przypominam o moim pierwszym rozdaniu (wystarczy kliknąć w obrazek):

http://lustlure.blogspot.com/2015/06/pierwsze-rozdanie-u-love-nature-beauty.html

***


Co mówi producent?

Żeńszeniowy scrub do twarzy stworzony specjalnie dla pielęgnacji tłustej i problematycznej skóry. Głęboko oczyszcza, złuszcza i regeneruje skórę. Daruje długotrwałe odczucie świeżości, tonizuje i zmiękcza skórę.
Składniki aktywne:
Puder żeńszeniowy – naturalny scrub, głęboko oczyszcza skórę twarzy
Liść borówki brusznicy- posiada działanie tonizujące i przeciwzapalne
Olej dzikiej róży – bogaty w witaminy A, E i C, regeneruje, przywraca skórze zdrowy wygląd
Organiczny pszczeli wosk  - tworzy dodatkową ochronę przed wpływem środowiska zewnętrznego.
Produkt zawiera 100% naturalnych składników. 

Skład:

Salt (sól), Glycerin (gliceryna), Butyrospermum Parkii (masło shea), Cocamidopropyl Betain (łagodny środek myjący), Panax Ginseng Powder (puder żeń szeń), Macadamia Ternifolia Seed Oil (olej macadami), Vaccinium Vitis-ldaea Leaf Extract (liść borówki brusznicy), Rosa Canina Fruit Oil (olej dzikiej róży), Organic Cera Alba (organiczny pszczeli wosk), Tocopherol (witamina E), Parfum (zapach).

Fajny skład, krótki i treściwy. Szkoda tylko, że producent zdecydował się na dodanie zapachu niewiadomego pochodzenia - jest to moje jedyne zastrzeżenie. 

Konsystencja, kolor, zapach:



Scrub ma konsystencję gęstej pasty o jasnym, kremowym kolorze i bardzo delikatnym zapachu. 

Opakowanie:


Stylowe, okrągłe opakowanie o pojemności 100 ml. Zakręcane, co dla niektórych jest wadą, ale ja bardzo lubię takie opakowania 

Działanie:

Mocny z niego gagatek! To taki typowy "ostry zdzierak". Zdecydowanie odradzam go osobom z wrażliwą skórą - dla mnie jest za mocny, by stosować go co tydzień. Niemniej jednak, osoby z naprawdę tłustą skórą - a takiej tej peeling jest dedykowany - powinny być z niego naprawdę zadowolone. Buzia po jego użyciu jest idealnie gładka i wyraźnie oczyszczona. Świetnie przygotowuje na dalsze zabiegi, takie jak użycie maski. 
Nie byłabym sobą, gdybym nie wypróbowała go na innej części ciała niż twarz. W ostatnią niedzielę zdecydowałam się użyć go jako peelingu do skóry głowy. Tutaj nie mam do niego żadnych zastrzeżeń - spisał się świetnie, włosy były wyraźnie odbite u nasady i oczyszczone. 

Dostępność:

Ja swój scrub zakupiłam w warszawskiej BioOrganice w cenie 17,50 zł. Kosmetyki z serii "Bania Agafii" dostępne są w większości sklepów z kosmetykami naturalnymi. 

Podsumowując:

To dobry peeling dla osób, które lubią i potrzebują mocnego złuszczenia skóry twarzy. Inaczej może być za mocny i może spowodować podrażnienie. Jednak wszystkim polecam go jako gotowy peeling do skóry głowy - w tej roli spisuje się świetnie. 


***

Moja "Niedziela dla włosów" występowała następująco:
  • Na całą noc nałożyłam na włosy olejek sezamowy Wellness&Beauty
  • Rano umyłam włosy przy użyciu: żeńszeniowego scrubu Bania Agafii, maski dla wrażliwej skóry głowy NaturVital oraz mydła cedrowego Bania Agafii 
  • Na około 20 minut nałożyłam maskę Cesarzowe Jagody ''Głęboka regeneracja i odżywianie'' Gzel for Natura Siberica
  • Po zmyciu użyłam toniku wzmacniającego i eliksiru odżywczego Elseve
Włosy prezentowały się tak:

 tak, na dole są moje nogi :D

Włosy były mięciutkie i dociążone. Od czasu wizyty u fryzjera są zawsze wygładzone i nie mam problemu z idealną taflą. Na razie nie mam ostatecznej opinii o tej masce, ale wydaje mi się, że może stać się moją ulubienicą. 

Używałyście peelingu z recenzji? A może znacie inne godne polecenia? Dajcie znać w komentarzach i serdecznie zapraszam Was na rozdanie!

wtorek, 16 czerwca 2015

Pierwsze rozdanie u Love Nature Beauty!

Hej! Mam nadzieję, że ten dzień był dla Was równie udany jak mój. Chcąc sprawić, by był jeszcze lepszy, dzisiaj ogłaszam pierwsze rozdanie w historii bloga! 



Mam nadzieję, że jesteście równie podekscytowane, co ja! :) Ostatnio sama miałam przyjemność wygrać w konkursie u Oli z bloga Naturally in love, a chyba każda z nas lubi dostawać prezenty. 

Co jest do wygrania?

  • Yves Rocher, Szampon w kremie Low ShamPoo - czyli nowość, która dokładnie dzisiaj pojawiła się na półkach w sklepach stacjonarnych. Ma bardzo łagodny skład, zero silnych detergentów - idealny dla wrażliwców. 
  • Yves Rocher, Żel pod prysznic Un Matin au Jardin Kwiaty wiśni - żel o delikatnym zapachu i składzie opartym na soku z aloesu. Idealny na lato! :)
  • 3 maski Ziaji - nawilżająca, regenerująca i oczyszczająca - chyba każdy je zna i wiem, że mają wiele fanek. Idealne do wakacyjnej kosmetyczki. 
  • Demico, mydło Nutra Peeling - naturalne mydło świetnej jakości, zakupione na Targach Medycyny i Kosmetyki Naturalnej w Warszawie. Więcej możecie poczytać o nim tutaj - click!
Co należy zrobić, by zdobyć te nagrody?
  
W zasadzie nic wielkiego. :)  Należy być publicznym obserwatorem mojego bloga. Następnie udostępnić informację o konkursie na swoim blogu (wraz z linkiem) lub na Facebook'u. Informacja = pierwsze zdjęcie z tego posta i link. Na koniec, w komentarzu pod tym postem, proszę o informację pod jakim imieniem/nickiem mnie obserwujesz, a także gdzie umieściłaś informację o rozdaniu. Proszę, byś zostawiła także swój adres e-mail, bym mogła się skontaktować ze zwycięzcą. 


Regulamin rozdania:
1. Konkurs trwa od 16 do 30 czerwca 2015 r. do godziny 23:59.
2. Sponsorem nagrody jestem ja, autorka bloga.
3. Warunkiem wzięcia udziału w konkursie jest bycie publicznym obserwatorem mojego bloga, a także udostępnienie informacji o konkursie na swoim blogu lub profilu Facebook (publicznie).
4. Zwycięzca jest tylko jeden.
5. Zgłoszenia do konkursu należy pozostawiać pod tym postem.
6. W konkursie można wziąć udział tylko raz.
7. Zwycięzca zostanie wyłoniony poprzez losowanie.
8. Ogłoszenie wyników nastąpi do trzech dni od zakończenia konkursu na blogu oraz zwycięzca zostanie poinformowany mailowo.
9. Na dane do wysłania nagrody czekam kolejne trzy dni. Jeśli zwycięzca się nie zgłosi to zostanie wylosowana kolejna osoba.
10. Nagroda zostanie wysłana w ciągu tygodnia od otrzymania danych od zwycięzcy.
11. Osoby niepełnoletnie muszą mieć zgodę rodziców lub opiekunów.
12. Wysyłka nagród tylko na terenie Polski.
13. Zgłaszając się do konkursu uczestnik wyraża zgodę na akceptację regulaminu oraz na przetwarzanie swoich danych osobowych zgodnie z Ustawą o Ochronie Danych Osobowych (Dz.U.Nr 133 pozycja 883).


Mam nadzieję, że nagrody Wam się podobają i z chęcią weźmiecie udział w konkursie. Serdecznie Was pozdrawiam i czekam na Wasze zgłoszenia pod tym postem! :)

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Wizyta u Ekofryzjera Haircology

Witajcie! Dzisiaj post inny, niż wszystkie - recenzja wizyty u fryzjera. I to nie byle jakiego! 
Generalnie z fryzjerami żyłam zawsze na bakier. W moim rodzinnym mieście nie mogłam znaleźć nikogo, kto by zrozumiał moje potrzeby i zdanie: "Przyszłam podciąć TYLKO końcówki." Często wychodziłam niezadowolona, więc wizyt w salonie unikałam jak ognia. Gdy zaczęłam świadomie pielęgnować swoje włosy, kupiłam nożyczki fryzjerskie i zaczęłam włosy podcinać sobie sama. Tym razem zdecydowałam się przełamać swoją niechęć do fryzjerskiego fotela.

Salon Haircology mieści się przy ulicy Rozbrat 44A - z okien mamy widok na piękny park, nie widać i nie słychać dźwięków ulicy. Brakuje mi na drzwiach informacji o godzinach otwarcia salonu.


Wnętrze jest bardzo przyjemne. Ładnie pachnie, jest jasno i czysto, dominuje motyw drewna i szkła. To moje klimaty, więc od razu się odnalazłam w tym miejscu. Podobała mi się także muzyka - dzisiaj mojej wizycie towarzyszył Artur Rojek i jego najnowsza płyta. 

(aktualnie fotele mają czarne obicia)

Filozofia salonu opiera się na korzystaniu z kosmetyków o naturalnych składach, pozbawionych takich substancji jak: parabeny, parafina, emulgatory PEG, silikony, SLS i SLES i syntetyczne związki zapachowe. To mnie skusiło, by tu przyjść - zawsze po wizycie u fryzjera moje włosy były nienaturalne, oblepione silikonami i bardzo swędziała mnie skóra głowy. Teraz już wiem, dlaczego i cieszę się, że znalazłam miejsce, gdzie podchodzą do włosów "na poważnie". Przynajmniej w teorii.
Zdecydowałam się na zabieg EKORegeneracji wraz ze strzyżeniem. Koszt to 140 zł. Uważam, że ta opcja opłaca się najbardziej - zwykłe strzyżenie wyniesie nas 120 zł, więc warto dołożyć te 20 zł i dać włosom coś więcej.

Jak wyglądała sama wizyta?

Byłam umówiona na godzinę 12:00. Przyszłam sporo przed czasem i nie wiedziałam, czy mogę już wejść. W środku niby było zapalone światło, ale nikogo nie było widać. Jak już wcześniej wspomniałam, na drzwiach wejściowych nie ma informacji o godzinach otwarcia. Pomyślałam, że poczekam chwilę w parku i wejdę punktualnie. 

Jak się okazało, salon był już otwarty. Po chwili wyszedł do mnie fryzjer. Właśnie - fryzjer. Owszem, miły, sympatyczny, ale nie wiem jak ma na imię! W czasie wizyty odczuwałam z tego powodu pewien dyskomfort - nie wiedziałam, jak mam się do niego zwracać. A że nieśmiała ze mnie istota, to wstydziłam zadać pytanie o jego godność. No cóż... 

Zostałam zaproszona na fotel. Ogromny plus za to, że pan fryzjer najpierw dotknął moich włosów, zapoznał się z ich strukturą, grubością i zapytał o moje oczekiwania. Nie były duże - przyszłam tylko podciąć rozdwojone końce. 

Następnie przeszliśmy do mycia. Nie umiem powiedzieć, jakie kosmetyki zostały użyte - prawdopodobnie marki Davines lub NATURALTECH - o takich wspominają na swojej stronie. Pierwszy raz mycie u fryzjera było dla mnie przyjemnym doświadczeniem - fryzjer nie drapał mnie po głowie, tylko masował; nie ciągał i nie wyrywał włosów; dodatkowo fotel był niesamowicie wygodny, a przy moim wzroście to ważne - nie zaliczam się do maluchów. 

Po myciu fryzjer wmasował w moje włosy i skórę głowy maskę. Nie mam pojęcia jaką. Nie chcę, żeby wyszło, że się czepiam, ale na stronie opis zabiegu jest taki:


Cóż, przy mnie maski nikt nie robił. Owszem, na początku fryzjer zapytał, czy nie borykam się z jakimiś problemami, ale nie usłyszałam, jaką maskę mi proponuje. Jestem praktycznie pewna, że nałożono mi gotową maskę - nie boli mnie to specjalnie, ale nawet nie wiem, jaka to. Fakt, że nie wykonano na moich oczach mieszanki jest zaprzeczeniem filozofii salonu - gdybym była inna, zaczęłabym się czepiać, ale wolałam poczekać na efekt końcowy.

Następnie na około 20 minut umieszczono moją głowę w magicznym przyrządzie, który miał pomóc składnikom "wejść" w głąb włosa. Urządzenie wytwarzało to ciepłą parę wodną. Niestety nie wiem, jak się nazywa, ale wyglądało tak:


I w tym momencie uderzyła mnie dziwna atmosfera panująca w salonie. Nie oczekiwałam, żeby przez ten czas ktoś mnie zabawiał. Ale w tym czasie na sali były tylko dwie osoby - ja i mój chłopak. Wszyscy byli naprawdę mili, zaoferowano mi coś do picia, pod nos podsunięto stos gazet, ale... Nie dość, że siedziałam zestresowana, bo oddawałam swoje włosy (w pewnym sensie swój skarb, ale o tym innym razem) w ręce obcego człowieka, to zostałam zupełnie sama. Wszyscy pracownicy siedzieli w swoim pomieszczeniu. Podkreślę, że nie oczekiwałam, że ktoś mnie będzie zabawiał, ale atmosfera na pewno nie była domowa i przyjacielska. Czuło się wyraźny dystans między pracownikami i klientem, bo gościem na pewno bym się nie nazwała.

Następnie fryzjer spłukał maskę i na koniec wykonał masaż głowy. To było świetne doświadczenie, bardzo odprężające - nigdy nikt nie dotykał mojej głowy w ten sposób :D (jakkolwiek dziwnie to brzmi).

Samo strzyżenie było formalnością. Na początku zapytałam, czy nie lepiej byłoby podciąć moje włosy, nadając im na dole kształt litery U czy łódki. Fryzjer powiedział, że to da bardziej naturalny efekt i przystąpił do działania. Trwało to dosłownie chwilę. 

Ostatni etap - suszenie. Moje włosy nienawidzą suszarki. Po prostu jej nie znoszą. Zwłaszcza tej z ciepłym nawiewem. I niestety z taką przyszło im się tu spotkać... Powiem szczerze, że zaskoczyło mnie to, ale rozumiem, że taka szybciej suszy włosy. Włosy też nie zostały z żaden sposób zabezpieczone przed tak wysoką temperaturą. W czasie suszenia fryzjer używał także dużej, okrągłej szczotki. Na koniec spodziewałam się jakiegoś olejku, by zabezpieczyć włosy i dopieścić je po tak intensywnym suszeniu. Niestety, nic takiego się nie stało.

Zdjęcie poniżej przedstawia efekt końcowy:


W dotyku są miękkie i bardzo gładkie, pachną ziołowo. Końce wyglądają tu nieatrakcyjne - są spuszone po suszeniu (niestety, dlatego nigdy nie używam suszarki). Po bliższej obserwacji widzę, że fryzjer pozbył się zniszczonych końców. Ale kształt kompletnie nie przypominał "U". Wtedy przypisałam jego brak suszarce.

Jakieś pół godziny po wyjściu z salonu chłopak zrobił mi zdjęcie na dworze:


Tutaj włosy wyglądają już lepiej. Nie są tak spuszone i rzeczywiście bardziej przypominają "U". Mam nadzieję, że po pierwszym myciu w domu będzie on jeszcze bardziej widoczny. 

Czy jestem zadowolona? Czy wybiorę się jeszcze raz?

Jak już wspomniałam, za całość zapłaciłam 140 zł. Długo się zastanawiałam, czy zdecydować się na tę wizytę, bo dla studenta to naprawdę duża suma. To najdroższa wizyta fryzjerska w moim życiu. 
Ogólnie efekt mi się podoba - czuć, że włosy są odżywione. Ostatecznej opinii na temat cięcia jeszcze nie wystawię - suszarka skutecznie maskuje końcowy efekt. Ale wydaje mi się, że fryzjer wykonał to, o co go poprosiłam. Bardzo się cieszę z tego, że nie swędzi mnie skóra głowy. Oznacza to, że rzeczywiście użyto delikatniejszego szamponu. Za to ogromny plus, bo mam bardzo wrażliwy skalp.

Niestety, nie do końca dobrze czuję się z faktem, że:
- nie wiem, jakich kosmetyków użyto - w moim niedużym rodzinnym mieście zawsze przedstawiano mi produkty
- nie została spełniona obietnica wykonania Eko-maski na oczach klienta; nawet nie wiem, co nałożono mi na włosy - na szczęście efekt jest świetny
- suszono włosy ciepłym nawiewem i ich nie zabezpieczono przed szkodliwym działaniem wysokiej temperatury - może się czepiam, bo wszędzie się używa takich suszarek, ale nie tego spodziewałam się po Ekofryzjerze
- nie zabezpieczono końców na koniec wizyty - u każdego fryzjera, jakiego odwiedzałam, był to standard... 
I jak już wspomniałam - atmosfera była dziwna i nie czułam się odprężona. 

Ciężko mi powiedzieć, że wybiorę się tam ponownie. Niestety, nie jest to miejsce na studencką kieszeń, ale też tego nie oczekuję. Raz na jakiś czas można pozwolić sobie na taką włosową ekstrawagancję. Ale mam pewien niedosyt, kilka rzeczy nie do końca zgadza się z filozofią tego miejsca. Pomimo wszystko myślę, że jeszcze tam zawitam, bo efekt mi się podoba. Po prostu następnym razem będę dociekliwa. :)

Polecam Wam odwiedzić to miejsce nawet ze zwykłej ciekawości. Nie jest to "tania impreza", ale zawsze można odłożyć taką sumę i rozpieścić swoje włosy. Mają bogatą ofertę, a w niej takie atrakcje jak szatusz.

Haircology
ul. Rozbrat 44A
Warszawa
tel.  669 780 669
link do strony - haircology

Wybierzecie się tam kiedyś? Jeśli macie pytania, zapraszam do komentowania lub napisania do mnie maila. Pozdrawiam i do następnego! :)

żródła zdjęć: [1], [2], [3], [4]

piątek, 12 czerwca 2015

Kosmetyczny sezon na truskawki

Hej! Sezon na owoce jagodowe rozpoczęły poczciwe truskawki, które są gwiazdą dzisiejszego posta. Zapraszam Was serdecznie na kilka kosmetycznych przepisów z truskawką w roli głównej!



Peeling z truskawek:
Rozgnieć truskawki widelcem i dodaj cukier. Gdy chcesz wykonać peeling całego ciała, wybierz cukier trzcinowy. 

Maseczka nawilżająca do cery suchej:
Zmiksuj truskawki, a następnie dodaj 2 łyki miodu i łyżkę śmietanki kremówki. W celu zagęszczenia można dodać odrobinę zmielonych płatków owsianych. Zmyj letnią wodą po 15-20 minutach.

Maseczka dla cery tłustej:
Kilka zmiksowanych truskawek dodaj do ubitego na sztywno białka. Zmyj letnia wodą po 15 minutach.

Maska regenerująca do włosów:
Około 10 truskawek zmiksuj i dodaj 4 łyżki mleka lub śmietanki. Trzymaj na włosach około 15 minut. Następnie zmyj letnią wodą i umyj włosy delikatnym szamponem.

Maska do włosów suchych:
Zmiksowane truskawki dodaj do puree z awokado. Trzymaj pod przykryciem około 30 minut. 

Maska odżywcza do włosów:
30 dag truskawek zmiksuj z kilkoma łyżkami miodu, opakowaniem jogurtu naturalnego i łyżką ulubionego oleju. Po 20 minutach spłucz i umyj włosy delikatnym szamponem.

A tu ja w maseczce dla cery tłustej:


Wcześniej wykonałam truskawkowy peeling. Buzia była mięciutka i odświeżona, pory zwężone. 

Specjalnie dla Was przygotowałam wszystkie przepisy w formie grafiki, którą możecie wydrukować lub po prostu zachować na dysku (wystarczy kliknąć na napis):


http://oi57.tinypic.com/2u7r9si.jpg

Pozdrawiam Was i dajcie znać, czy przepisy się u Was sprawdziły!